
… jest zwykle okazją nie tylko do radosnej zabawy przy szampanie, ale także do wszelkiego rodzaju podsumowań – mój Sylwester stoi pod znakiem przemian, przemian na skalę mojego całego przyszłego życia.
Podjęłam już decyzję – los tak chciał, niejako popchnął mnie w tym kierunku. Zadecydował za nas, kiedy miał być ten „właściwy” moment, na który chcieliśmy czekać z uchwyceniem w ręce cugli rydwanu naszej przyszłości. Decyzja zapadła i każda obelga, każda szykana, która mnie spotyka, utwierdza mnie w przekonaniu o słuszności mojej decyzji.
Czasem jeszcze współczuję J. – w końcu to nie tak łatwo odejść od kogoś, z kim przeżyło się tyle lat. Kiedy jest wściekły i wyzywa mnie od najgorszych, to mogłabym zabrać rzeczy i odejść bez słowa i bez cienia współczucia… ale kiedy on robi z siebie takiego skrzywdzonego, biednego – a ja wiem, że on beze mnie to będzie naprawdę biedny, z niczym sobie nie poradzi, do tej pory ja troszczyłam się o wszystko – to żal mi go, czuję się trochę winna i zastanawiam się, czy mój wybór jest słuszny… nie znaczy to, że wątpię w moją przyszłość z M. czy w jego uczucia, ale po prostu ciężko mi na sercu. M. to rozumie – dobrze jest mieć tę świadomość, że on mnie rozumie, popiera w każdej sytuacji, że mogę liczyć na niego, cokolwiek uczynię, czy postanowię.
Trochę się boję najbliższych dni. Dzisiaj może zostanę sama w domu z J. – mam się zaopiekować wnusią, żeby mojej dzieci mogły pójść się bawić. Mam nadzieję, że obecność N. będzie dla J. przeszkodą, żeby zacząć się awanturować. Może zajrzy jeszcze B.? Za to od niedzieli zostanę już sama z J., a ten odgraża się ciągle, że zamieni moje życie w piekło… chciałabym jak najszybciej się stamtąd wyprowadzić, tym bardziej, że dookoła mieszka jego rodzina, z teściową na czele, która już też udowodniła, że w obelgach i w oszczerstwach niczym J. nie ustępuje – cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Czy w razie czego mogę liczyć na pomoc ze strony K. albo D.? Mam nadzieję… ale lepiej będzie, jeżeli sama się zabezpieczę, na przykład nosząc ciągle przy sobie gaz łzawiący. W razie czego zawsze mogę wezwać policję, a wtedy on będzie miał przechlapane.
No, ale dość rozmyślań – czas powoli przygotować coś na wieczór. W końcu ja też chcę trochę poświętować i przywitać ten Nowy Rok. Ten rok, który przyniesie nam spełnienie marzeń… przynajmniej tych najważniejszych… mam nadzieję… na razie…