Dzisiaj mija dwanaście lat od chwili, kiedy w Urzędzie Stanu Cywilnego w Fürth zawarliśmy związek małżeński. Dokładnie 24. stycznia 2014 roku o godzinie 11:40. Nasz ślub był bardzo skromny, oprócz nas i urzędnika były tylko tłumaczka i pani do pomocy organizacyjnej. Po ślubie poszliśmy do pobliskiej greckiej restauracji na obiad…
Cóż więcej mogę napisać? Cały ten blog jest kroniką naszej odrodzonej miłości, od pierwszego spotkania po latach do dnia dzisiejszego. Nie będę więc wspominał ze szczegółami – chętnych zapraszam na małą wędrówkę w czasie i do zapoznania się z naszą historią.
Dzisiaj oboje jesteśmy już emerytami i odczuwamy często nasz wiek, więc o jakichś wielkich szaleństwach już raczej nie myślimy. Na pewno pozostanie wiele niespełnionych marzeń, o podróżach, o własnym domu – ale może spełnimy to jedno nasze marzenie doczekania srebrnego wesela, bo na złote gody już raczej się nie załapiemy.
Czy dwanaście lat po ślubie jesteśmy szczęśliwi? Zdecydowanie tak – przynajmniej z mojej perspektywy. Choć zakochanie już dawno przeminęło (od czasu do czasu zakochuję się na nowo), to łączy nas coś więcej: dojrzała i głęboka miłość. Znamy się już tak dobrze, że nie potrzebujemy ukrywać przed sobą nawzajem naszych (nielicznych) wad i choć czasem – coraz rzadziej – się posprzeczamy, to nie na długo. Trochę jak w tej mądrej piosence z musicalu „Skrzypek na dachu”:




