Proszek

Jak bardzo trzeba być prymitywnym, żeby chować przede mną proszek do prania? Przecież ja piorę tak samo dla jego synów… w tym praniu nawet nie było nic mojego!

To była chyba przysłowiowa kropla, która przelała dzban… zadzwoniłam najpierw do B. i wyżaliłam się – B. obiecała przyjść jutro i pomóc mi w przygotowaniach do świąt… potem jeszcze zadzwoniłam do mojej mamy i wyrzuciłam z siebie wszystkie te głęboko tkwiące drzazgi, żale, cierpienia… także i to, że nie trzymają mojej strony, tylko wierzą plotkarzom… przeciwko mnie… myślę, że mama była zaskoczona, bo przecież ja nigdy nic nie mówiłam, nie żaliłam się, ona myślała, że wszystko jest dobrze. Teraz chyba jej samej otwierają się oczy na prawdę. Pod koniec rozmowy zaczęła mnie uspokajać, pocieszać, poczuła się niejako odpowiedzialna za mnie…

A J. już w czasie mojej rozmowy z B. przerwał połączenie… podobnie podczas rozmowy z mamą. Co za typ… nawet nie chcę pisać tu, jak go nazwałam, ani czego mu życzyłam… cierpiałam to przez tyle lat – teraz już dość. Nie ma więcej powodu, żebym ja musiała wszystko znosić i siedzieć cicho. Dzieci odchowane… teraz ja mam prawo i najwyższy czas, żeby pomyśleć o mojej własnej przyszłości. Nie chcę jej spędzić pomiędzy kuchnią, pracą i telewizorem. Nie chcę przeżywać czyjegoś życia – chcę żyć moje własne życie. Pełną garścią czerpać ze szkatuły tych wszystkich skarbów, które los mi jeszcze zechce podarować.