Wieczór po pracowitym dniu

Dzisiaj pomalowałem leżak i stół specjalną farbą do drewna. Pomimo niedzieli. Potraktowałem to jako rozrywkę i formę opalania się.

Moje Kochanie było dzisiaj cały dzień bardzo zajęte – podejmowała obiadem swoich synów, którzy przyjechali do Borowej w odwiedziny. Dopiero pod wieczór dała znak życia.

Dzisiaj jest cieplej, niż wczoraj – siedzę więc na balkonie, przyglądam się światełkom i kwiatkom – na razie nie wydaje się, żeby się miały nie przyjąć.

Założyłem dla Joli witrynę – co prawda ma jedną – „Być Kobietą” – ale jest to witryna bardziej oficjalna. Z kolei ten jej blog na WordPress.org jest tak bardzo prywatny, że nikt go nie może czytać. Myślę, że taka forma prywatnego blogu, gdzie wpisy mogą być zarówno ogólnodostępne, jak i prywatne, będzie dla niej odpowiednia. W sumie będzie miała teraz dwie witryny do „obrobienia” – no i tutaj też, gościnnie. W końcu ta witryna powstała jako mój hołd dla niej i przez pewien okres czasu służyła jej również jako blog – od czasu do czasu.

Kwietniowy smuteczek

Od niedzielnego wieczoru jestem sam w domu – moje Kochanie jest u jej mamy i pomaga przy wiosennych porządkach, oraz przy pracy w ogrodzie. Przez trzy tygodnie, a właściwie przez dwa i pół muszę sobie jakoś radzić z tą sytuacją – odkąd mieszkamy razem rzadko tylko jesteśmy od siebie dalej, niż z domu do pracy. I rzadko dłużej, niż kilka godzin.

Oczywiście mam dużo zajęć – w pracy i w domu. Postanowiłem w tym czasie przenieść witrynę „Feniks i Róża” na nową platformę, czego pierwsze efekty można już tu właśnie obserwować. To mrówcza praca, przenosić artykuły z Joomla na WordPress „na piechotę”. Ale mam ten czas i chcę go wykorzystać. Przedwczoraj zakończyłem przenoszenie witryny „Być Kobietą” – od wczoraj przenoszę wpisy tutaj. Część wpisów, dokonywanych przez moją Żonę na „Feniks i Róża”, przeniosłem jako prywatne na Jej stronę „Być Kobietą„, z zamysłem, aby strona ta stała się jej blogiem także prywatnie. Jola ma jeszcze całkiem prywatny blog na wordpress,org, do którego nawet ja nie mam dostępu.

Właśnie dokonuję pierwszego mojego wpisu na tej „zaanektowanej” przeze mnie witrynie – postanowiłem pisać dalej, ale wyłącznie w tematach związanych z naszą miłością i naszą wspólną wędrówką przez życie. Być może Jola też będzie tu pisać, ale głównie jest to „moja” witryna. Kto wie, może nawet uda mi się kiedyś znowu napisać coś wierszopodobnego.

Dzisiaj nie będę przenosił żadnych wpisów, chciałbym za to skomponować grafikę z płonącym feniksem, na bazie któregoś ze zdjęć mojej Żoneczki. Oczywiście podzielę się tu rezultatami, o ile nie będzie wstyd je pokazać…

Zapiski

Jesteś … moim natchnieniem – moim pragnieniem … ale to już wiesz, od tej chwili, kiedy nasze usta się spotkały w pierwszym pocałunku – odtąd każdy pocałunek jest pierwszy i każde spotkanie jest poematem… chcę pójść z Tobą na pierożki … skraść Ci niezauważenie pocałunek … poczuć Twoją dłoń na moim policzku – powściągliwą i zachłanną jednocześnie …

Niedzielny poranek

Tak mi się dzisiaj jakoś nie chciało wstawać … za oknami szaro i ponuro, ani śladu zimy. Siedziałem wczoraj do późna, jakoś nie chciało mi się spać, byłem zbyt poruszony… wiem, że to moje przewrażliwienie, choć raczej nazwałbym to strachem przed utratą sensu istnienia… Bo przecież bez niej nic nie miałoby już dla mnie znaczenia…

W końcu jednak powlokłem się do łóżka i zasnąłem… i dobrze… Rano wysłałem F. smsa od M. na wszelki wypadek – dobrze zrobiłem, bo F. nie była już sama. Tak myślałem i dlatego też czekałem cierpliwie na znak od niej – i doczekałem się! Nawet mogliśmy chwilkę porozmawiać – ta rozmowa wymazała z mojego serca lęk, rozwiała chmury na moim niebie… usłyszeć z jej ust „Kochany” – to jest balsam na moją skołataną duszę…

Napisałem w nocy do NK, żeby wymazali ten wątek – szkoda, że nie można go moderować, wtedy usunąłbym sam kilka wpisów… ale lepiej jest przenieść się z moją pisaniną tu właśnie, bo, choć chciałbym wykrzyczeć światu moje szczęście, to przcież nie mogę… nie wolno mi… dla jej dobra musimy się jeszcze ukrywać z naszą miłością.

Tymczasem posyłam jej z daleka czuły pocałunek … na skrzydłach mojej tęsknoty…

Ostatnie godziny…

… Zaduszek. F. pewnie jeszcze jest u jej rodziców, a może nawet już w drodze do domu… nie mam zbyt wielkiej nadziei, że dzisiaj jeszcze zamienimy więcej, niż kilka słów, może nawet powiemy sobie tylko dobranoc przez smsa. Jutro też raczej trudno będzie, może po wizycie u dentysty chociaż chwilkę, przynajmniej, żebym wiedział, jak poszło.

Dzień, jak przystało na Zaduszki, był ponury, mokry i zimny. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie wyjść na pół godziny na spacer, ale nie zdobyłem się na to… przypomniały mi się zeszłoroczne Zaduszki, byłem z pieskiem na spacerze w pobliżu cmentarza – piękny i melancholijnie nastrajający widok… groby w powodzi świec i zniczy, ludzie, snujący się alejkami i wystawający w milczeniu przed grobami… ja nie chcę mieć grobu. Nie chcę, żeby zarastał trawą i zielskiem… Chciałbym, jak w tej starej, partyzanckiej pieśni, żeby „kości moje mchem porosły i użyźniły ziemi szmat” … oj, ale smuty… jak przystało na Zaduszki…

Niedzielny wieczór

Długi i deszczowy … chciałoby się usiąść z kubkiem grzanego wina przed kominkiem, wpatrując się w ogień – wsłuchiwać się w szum deszczu za oknem i jej spokojny, równomierny oddech, czując na ramieniu słodki ciężar jej główki… a niech tam, noc i deszcz, wiatr i chłód, kiedy jesteśmy razem, przytuleni…

W tym momencie to tylko marzenie, ale wierzę w to, że kiedyś się spełni. Niekoniecznie z kominkiem, ale że będziemy siedzieć wieczorem w ciepełku przy winie, może będziemy wspominać minione, trudne i burzliwe czasy, a może będziemy milczeć – nasze dusze będą dotykać się leciutko gdzieś między czasem i przestrzenią – wszelkie słowa będą zbyteczne…

Wydaje się, że jest już tak późno, a przecież to dopiero minęła szósta…

Wpatruję się w nasze zdjęcie z wakacji – wspominam te cudowne chwile, skradzione codzienności… nie chce mi się już nic robić, chcę tylko rozkoszować się wspomnieniami i cieszyć marzeniami i nadziejami… w tym momencie…

Otwieramy kolejny rozdział…

… naszego czasu tęsknoty … przez następne dni trudno będzie nam pozostać w bliskim kontakcie i to nie tylko przez weekend, ale także prawie połowę przyszłego tygodnia, bo F. jest na zwolnieniu i nasze poranne rozmowy wypadają z programu. Najbardziej martwi mnie to, że F. się rozchorowała i nie będę miał aktualnych informacji o jej stanie zdrowia. I tak gnębi mnie ta świadomość, że ona tam leży chora i nie ma kto jej podać herbaty, a ja jestem tak daleko… pewnie, pojechałbym do niej i zaopiekował się nią… ale to nie jest niestety możliwe w jej sytuacji…

Poranek

Zamarznięta w mojej dłoni pustka przeminionej nocy
tej bezsennej bezimiennej i czarnej jak twoje oczy

Zaplątany na mych ustach ciepły posmak twego ciała
i ta cisza która z nocy na poduszce pozostała

Na mej piersi twojej głowy słodki ciężar czuję jescze
choć oddziela nas bezwzględnie zimny czas okrutna przestrzeń

Wypalony pod powieką twojej twarzy obraz senny
i twój zapach na pościeli nienazwany bezimienny

Póki jeszcze bezsłonecznie czekam trwam i drżę na zimnie
przyjdź i upieść mą bezsenność kochaj mnie i zostań przy mnie