Tak mi jakoś smutno… nawet bardzo… nie, żebym miał jakiś powód, tak po prostu…
Nie dość, że podczas przenoszenia artykułów przeczytałem swój własny wpis z roku 2016 – kilka linijek, które wywołały u mnie ściśnięcie gardła i podejrzaną wilgoć w kącikach oczu – to jeszcze wszyscy staruszkowie z Fürth umówili się na dzisiejsze popołudnie na zakupy w Edece… tam, gdzie ja…
Pojedynczo i parami, z kijkami, laskami i wózkami defilowali przede mną, przypominając mi, że wszystko jest przemijające, że wszystko kiedyś ma swój koniec… Para staruszków, siwiutkich, jak gołąbki, on z laską, a ona wsparta na jego ramieniu, trzymając się drugą ręką za obolały krzyż… Kiedyś zapewne ktoś będzie tak patrzył na nas i przypominał sobie, że wszystko kiedyś przemija…
Patrzę na te wszystkie cacka, które moja Żona zbiera z taką pieczołowitością, myślę o tym wszystkim, co nagromadziliśmy przez te wszystkie lata – niewiele tego jest, materialnie. Dużo więcej wspomnień i przeżyć, częściowo zapisanych w obrazach i słowach… Kto zatroszczy się o to wszystko, kiedy nas już nie będzie? I czy moja Ukochana rzeczywiście nauczyłaby się choć jednego z moich wierszy na pamięć? Żebym był blisko niej, kiedy będę już daleko…
Może właśnie dlatego zacząłem pisać ten blog. Może właśnie dlatego odnowiłem tę witrynę – aby został po nas jakiś ślad. Dlatego będę robił regularnie kopie tych wszystkich witryn…
Otworzyłem sobie butelkę piwa, choć bardziej mi jest na coś mocniejszego… ale jeszcze wieczór cały przede mną…
Ktoś powiedział kiedyś, że ludzie żyją tak długo, jak długo żyje pamięć o nich… Chyba boję się tego właśnie, że pamięć o mnie szybko przeminie, tak jak i ja szybko przeminę… Nie pozostaną po mnie żadne wiekopomne dzieła, żadne owoce mojej pracy, warte pamiętania… Ot, jedna iskierka zgaśnie w pewnej chwili… a ja ciągle jeszcze nie jestem w stanie pogodzić się z tą nieuchronnością, choć ta chwila jest coraz bliżej…

