… nowego roku przekroczył już półmetek. Przed trzema godzinami zadzwoniłem do F. – tylko na krótko, bo właśnie się położyła, korzystając z okazji, że jej wnusia poszła spać. Ale przynajmniej wiem, że wszystko jak na razie w porządku – no i ona wie też, że ja cały czas o niej myślę, martwię się… Moje smsy, które pisałem w nocy, doszły do niej dopiero dzisiaj – jak mi napisała, że nie ma ode mnie żadnej odpowiedzi na jej smsa, to zaraz zadzwoniłem i uspokoiłem, że u mnie też wszystko w porządku.
Piszę do niej smsy, jak zwykle od M. Dzwonić na razie nie chcę, wiem, że jak będzie mogła, to puści sama sygnał. Może wieczorem wyjdzie na chwilę na spacer, to wtedy…
Dzisiaj jeszcze nie rzucam się w wir pracy, jeszcze trochę zmęczony po nocy, na szczęście nie przesadziłem z alkoholem. Kopiuję na razie tylko pliki na laptopa, żeby mieć na nim wszystko, czego potrzeba mi do pracy. Jutro rano pobudka i na ostro do pracy. To nic, że niedziela, dość świętowania.
Jutro odlatują dzieci do Irlandii – co potem będzie? Czy J. znowu będzie się awanturował? Nie wiem nic o wydarzeniach tych ostatnich dni, na relację F. muszę poczekać, może nawet do wtorku. W poniedziałek F. ma wolne i musi załatwić sprawę z licznikiem w jej – być może – przyszłym mieszkaniu na kilka najbliższych miesięcy… nieoficjalnie oczywiście naszym…
Jak się wszystko potoczy od jutra, to na razie zagadka i niepewność. Wiele zależy od tego, czy J. wyjedzie szybko, czy nie i czy zabierze, jak się odgrażał, samochód. Jeżeli tak zrobi, to zaraz pojadę do Wrocławia i zawiozę jej mój. Jeżeli nie pojedzie – zresztą niezależnie od tego – F. przeprowadzi się do tego mieszkania, jak tylko ono będzie wolne. Może już w przyszłym tygodniu, a może dopiero na początku lutego…
Właśnie dostałem smsa od F. z noworocznymi buziaczkami… słodkie te jej usteczka…
Wpatruję się nieustannie w jej zdjęcie, z którego zrobiłem sobie tapetkę na ekran monitora. Jak ona jest piękna, jaka kobieca, jaka ponętna…