Nad morze

F. pojechała dzisiaj rano z synową, wnusią i najmłodszym synem nad morze, do Mielna. Mieli wyjechać o 3:30, o trzeciej zbudziłem ją, ale – jak znam życie – wyjechały pewnie koło czwartej. Także przed dziewiątą, dziesiątą nie ma się co spodziewać wiadomości – jeżeli F. będzie w ogóle o tym pamiętać w ferworze szukania pokoju, przy marudzącej wnusi no i przy wszechobecnym szumie morskich fal…

Życzę jej pogody, słońca, udanego, choć krótkiego wypoczynku… z daleka ode mnie…

Kolejny czas rozłąki

Tym razem na dłużej – kto wie, może dwa, trzy tygodnie… a może nawet miesiąc… Dla mnie czas na ogarnięcie mojego interesu i mojego drezdeńskiego „gospodarstwa” – dla F. czas na trochę życia rodzinnego z dziećmi i wnusią.

Dzisiaj pierwszy dzień – początki, jak zwykle, są najtrudniejsze… przejście od urlopowego, słodkiego „nieróbstwa” poprzez spokojny i leniwy weekend do pracy na pełnych obrotach i to jeszcze z dala od F., od jej kojącego ciepła… trudne…

Sobotni wieczór

Dzisiaj cały dzień nie mam kontaktu z F. – późnym przedpołudniem rozmawialiśmy tylko chwilkę przez telefon, na krótko przed odwiedzinami P. Mam nadzieję, że u niej wszystko dobrze i że po prostu jest zajęta – może przyszli jeszcze i pozostali synkowie na obiad…

Tymczasem nadszedł wieczór – poza pisaniem na moim blogu i leniuchowaniem nie zrobiłem dzisiaj nic pożytecznego. Aha, w południe byłem biegać. Nie chce mi się nic robić dzisiaj, postanowiełem odpocząć, odprężyć się. Trudno jednak… zbyt wiele myśli, trosk, problemów, niewiadomych…

Chyba naleję sobie drinka…

Pierwszy dzień…

… nowego roku przekroczył już półmetek. Przed trzema godzinami zadzwoniłem do F. – tylko na krótko, bo właśnie się położyła, korzystając z okazji, że jej wnusia poszła spać. Ale przynajmniej wiem, że wszystko jak na razie w porządku – no i ona wie też, że ja cały czas o niej myślę, martwię się… Moje smsy, które pisałem w nocy, doszły do niej dopiero dzisiaj – jak mi napisała, że nie ma ode mnie żadnej odpowiedzi na jej smsa, to zaraz zadzwoniłem i uspokoiłem, że u mnie też wszystko w porządku.

Piszę do niej smsy, jak zwykle od M. Dzwonić na razie nie chcę, wiem, że jak będzie mogła, to puści sama sygnał. Może wieczorem wyjdzie na chwilę na spacer, to wtedy…

Dzisiaj jeszcze nie rzucam się w wir pracy, jeszcze trochę zmęczony po nocy, na szczęście nie przesadziłem z alkoholem. Kopiuję na razie tylko pliki na laptopa, żeby mieć na nim wszystko, czego potrzeba mi do pracy. Jutro rano pobudka i na ostro do pracy. To nic, że niedziela, dość świętowania.

Jutro odlatują dzieci do Irlandii – co potem będzie? Czy J. znowu będzie się awanturował? Nie wiem nic o wydarzeniach tych ostatnich dni, na relację F. muszę poczekać, może nawet do wtorku. W poniedziałek F. ma wolne i musi załatwić sprawę z licznikiem w jej – być może – przyszłym mieszkaniu na kilka najbliższych miesięcy… nieoficjalnie oczywiście naszym…

Jak się wszystko potoczy od jutra, to na razie zagadka i niepewność. Wiele zależy od tego, czy J. wyjedzie szybko, czy nie i czy zabierze, jak się odgrażał, samochód. Jeżeli tak zrobi, to zaraz pojadę do Wrocławia i zawiozę jej mój. Jeżeli nie pojedzie – zresztą niezależnie od tego – F. przeprowadzi się do tego mieszkania, jak tylko ono będzie wolne. Może już w przyszłym tygodniu, a może dopiero na początku lutego…

Właśnie dostałem smsa od F. z noworocznymi buziaczkami… słodkie te jej usteczka…

Wpatruję się nieustannie w jej zdjęcie, z którego zrobiłem sobie tapetkę na ekran monitora. Jak ona jest piękna, jaka kobieca, jaka ponętna…

Jeszcze dzień…

… może dwa … i zacznie się trudny czas dla nas obojga. Jak długo jeszcze F. będzie chodziła do pracy, będziemy mieli nasze krótkie chwile poranne, przy telefonie… a potem nadejdą święta…

Dobrze, że F. będzie miała w tym roku u siebie całą rodzinę na święta. To ją zajmie, rozproszy, nie da jej czasu na przemyśliwanie, rozmyślania, tęsknoty. Tak bym chciał, żeby te święta były dla niej radosne… nawet, jeżeli spędzamy je z daleka od siebie… Przez te miesiące – to już prawie półtora roku minęło od chwili, kiedy nasze usta spotkały się po raz pierwszy – stała się ona dla mnie bardziej niż niezbędna. Całe moje życie obraca się w kręgu jej istnienia, jej odległej obecności…

Ach, nie czas na sentymenty… na to będę miał jeszcze długie, grudniowe wieczory… Mam nadzieję, że spadnie dużo śniegu i będę mógł wychodzić wieczorami na spacery, jak kiedyś… czuć płatki śniegu, topniejące na policzkach…

Na dworze zawierucha

Ciemno, mokro i wietrznie, że psa by nie wygnał… W taki wieczór chce się schować pod kołdrą i nie wyściubiać nosa… Trochę się martwię, czy uda się wszystko z naszym zaplanowanym weekendem. Mam nadzieję, że tak… dzisiaj daje mi się trochę we znaki niedostatek kalorii – pozwoliłem sobie dlatego na dodatkową kromkę chleba, to jest 150 kalorii ponad plan, ale i tak w sumie poniżej  50% racji dziennej.

Sobotni wieczór

F. jest na imieninach u bratowej. Ostatni wieczór tego czasu tęsknoty. Przyjdą jeszcze inne czasy, wystarczająco, żeby zapełnić tę rubrykę. Aż do pewnwgo dnia, kiedy będę mógł zamknąć tę tematykę, bo już nigdy więcej nie będę musiał się z F. rozstawać. Tak wiele jest przeszkód, ale nie zniechęca mnie to… nawet, jeżeli miałbym przeżyć lata w oddaleniu od niej, to jednak wierzę, że nadejdzie ten moment, kiedy połączymy się już na zawsze. I kiedy nic już nas nie będzie mogło rozdzielić – żadna ludzka siła…

Kolejny dzień…

… kolejny tydzień – co nam przyniesie? Troski i tęsknoty, czy może radość i uśmiech? Odpowiedzi na niezliczone pytania, czy jeszcze więcej pytań? Czy rozjaśni nam naszą przyszłość, czy też zarzuci na nią woalkę nieświadomości?

„Co z nami będzie?…”

Jedno wiem, cokolwiek przyjdzie, cokolwiek los nam zgotuje, chcę należeć i należę do niej, w każdej sekundzie, w każdym oddechu. Moje życie jest określone dotykiem jej dłoni, mój czas jest odmierzany uderzeniami jej serduszka. Czegóż chcę więcej? Czegóż można więcej od losu oczekiwać, kiedy otrzymało się miłość najwspanialszej, najcudowniejszej, najpiękniejszej kobiety w podarunku?

Późnym wieczorem …

… jeszcze nie chce mi się spać … to znaczy, trochę chce … F. powiedziała mi (napisała) już dobranoc, ale pewnie też jeszcze nie śpi – tyle, że później już nie miałaby okazji. Zaraz też wybiorę się na bal na białej sali … może nie tak białej, raczej czerwonej… a tymczasem chciałem tylko zostawić tutaj ślad … jako świadectwo tego, co dla mnie jest najważniejsze …