Chyba wiem, jak to jest, kiedy jedno bez drugiego nie umie i nie chce już być. Kiedy zostaję sam, choćby na kilka tygodni, zaraz przyczepia się do mnie jakieś choróbsko, jakaś grypa, a może koronawirus. I gdyby nie świadomość, że to tylko kilka dni, gdyby nie to, że w każdej chwili mogę zadzwonić, usłyszeć jej głos, a nawet ją zobaczyć, to chyba nie miałbym żadnej motywacji, żeby wyzdrowieć, żeby każdego ranka wstawać i zajmować się codziennymi sprawami. Na szczęście Jola ma dużo zajęć i bliskich wokół siebie, dlatego nie dokucza jej rozstanie tak bardzo. Na szczęście to tylko kilkanaście dni – i znowu będziemy blisko siebie…
Tag: samotność
Odrobina samotności
Moje Kochanie znowu w rozjazdach. Tym razem w Irlandii, na półtora tygodnia. Potem jeszcze dwa, trzy tygodnie u jej mamy. I tak szybko minie rok.
Dla mnie tych kilka dni to okazja, żeby spędzić trochę czasu sam ze sobą. Nie żebym był z tego powodu bardzo zadowolony, ale staram się skorzystać z tego czasu i nie poddawać się tęsknocie i samotności. Na szczęście mam teraz dużo pracy i wieczorami nie mam na nic siły, ani ochoty, oglądam tylko filmy i seriale, których moje Kochanie nie lubi, w przeciwieństwie do mnie – science-fiction i fantasy, zwłaszcza serii opartej na komiksach Marvell. No i od czasu do czasu wybieram się na fitness. Ale samemu nie jest tak fajnie, jak we dwoje.
Jeszcze tydzień – w przyszłą środę jadę po pracy na lotnisko, odebrać moje Szczęście. Przez ten tydzień chciałbym trochę oszczędzić, bo znowy pojechaliśmy finansowo po bandzie.
Dzisiaj na fitness, jutro do pracy rowerkiem, w czwartek może fitness. Zobaczymy… Jak jestem sam, to jakoś tak nic mi się nie chce. Dobrze, że chociaż nauczyłem się nie robić sobie z tego powodu wyrzutów…
Chyba się dzisiaj upiję…
Tak mi jakoś smutno… nawet bardzo… nie, żebym miał jakiś powód, tak po prostu…
Nie dość, że podczas przenoszenia artykułów przeczytałem swój własny wpis z roku 2016 – kilka linijek, które wywołały u mnie ściśnięcie gardła i podejrzaną wilgoć w kącikach oczu – to jeszcze wszyscy staruszkowie z Fürth umówili się na dzisiejsze popołudnie na zakupy w Edece… tam, gdzie ja…
Pojedynczo i parami, z kijkami, laskami i wózkami defilowali przede mną, przypominając mi, że wszystko jest przemijające, że wszystko kiedyś ma swój koniec… Para staruszków, siwiutkich, jak gołąbki, on z laską, a ona wsparta na jego ramieniu, trzymając się drugą ręką za obolały krzyż… Kiedyś zapewne ktoś będzie tak patrzył na nas i przypominał sobie, że wszystko kiedyś przemija…
Patrzę na te wszystkie cacka, które moja Żona zbiera z taką pieczołowitością, myślę o tym wszystkim, co nagromadziliśmy przez te wszystkie lata – niewiele tego jest, materialnie. Dużo więcej wspomnień i przeżyć, częściowo zapisanych w obrazach i słowach… Kto zatroszczy się o to wszystko, kiedy nas już nie będzie? I czy moja Ukochana rzeczywiście nauczyłaby się choć jednego z moich wierszy na pamięć? Żebym był blisko niej, kiedy będę już daleko…
Może właśnie dlatego zacząłem pisać ten blog. Może właśnie dlatego odnowiłem tę witrynę – aby został po nas jakiś ślad. Dlatego będę robił regularnie kopie tych wszystkich witryn…
Otworzyłem sobie butelkę piwa, choć bardziej mi jest na coś mocniejszego… ale jeszcze wieczór cały przede mną…
Ktoś powiedział kiedyś, że ludzie żyją tak długo, jak długo żyje pamięć o nich… Chyba boję się tego właśnie, że pamięć o mnie szybko przeminie, tak jak i ja szybko przeminę… Nie pozostaną po mnie żadne wiekopomne dzieła, żadne owoce mojej pracy, warte pamiętania… Ot, jedna iskierka zgaśnie w pewnej chwili… a ja ciągle jeszcze nie jestem w stanie pogodzić się z tą nieuchronnością, choć ta chwila jest coraz bliżej…
Wieczór po pracowitym dniu

Dzisiaj pomalowałem leżak i stół specjalną farbą do drewna. Pomimo niedzieli. Potraktowałem to jako rozrywkę i formę opalania się.
Moje Kochanie było dzisiaj cały dzień bardzo zajęte – podejmowała obiadem swoich synów, którzy przyjechali do Borowej w odwiedziny. Dopiero pod wieczór dała znak życia.
Dzisiaj jest cieplej, niż wczoraj – siedzę więc na balkonie, przyglądam się światełkom i kwiatkom – na razie nie wydaje się, żeby się miały nie przyjąć.
Założyłem dla Joli witrynę – co prawda ma jedną – „Być Kobietą” – ale jest to witryna bardziej oficjalna. Z kolei ten jej blog na WordPress.org jest tak bardzo prywatny, że nikt go nie może czytać. Myślę, że taka forma prywatnego blogu, gdzie wpisy mogą być zarówno ogólnodostępne, jak i prywatne, będzie dla niej odpowiednia. W sumie będzie miała teraz dwie witryny do „obrobienia” – no i tutaj też, gościnnie. W końcu ta witryna powstała jako mój hołd dla niej i przez pewien okres czasu służyła jej również jako blog – od czasu do czasu.
Samotny weekend
Dzisiaj zaczynam pierwszy z dwóch samotnych weekendow – moje Kochanie jest u mamy i pomaga w domu i ogrodzie. Dzisiaj raniutko wstała i teraz zapewne urabia sobie ręce po łokcie.
Ja pospałem dzisiaj do wpół do dziesiątej. Taki śpioch że mnie. Moje Słoneczko też lubi pospać dłużej w weekendy, ale teraz czasu mało, a pracy dużo. I gdyby nie te sześćset kilometrów odległości i pustki w domowej kasie, pojechałbym pomóc.
Za karę za moje lenistwo miałem nad ranem dziwny sen…
Kwietniowy smuteczek
Od niedzielnego wieczoru jestem sam w domu – moje Kochanie jest u jej mamy i pomaga przy wiosennych porządkach, oraz przy pracy w ogrodzie. Przez trzy tygodnie, a właściwie przez dwa i pół muszę sobie jakoś radzić z tą sytuacją – odkąd mieszkamy razem rzadko tylko jesteśmy od siebie dalej, niż z domu do pracy. I rzadko dłużej, niż kilka godzin.
Oczywiście mam dużo zajęć – w pracy i w domu. Postanowiłem w tym czasie przenieść witrynę „Feniks i Róża” na nową platformę, czego pierwsze efekty można już tu właśnie obserwować. To mrówcza praca, przenosić artykuły z Joomla na WordPress „na piechotę”. Ale mam ten czas i chcę go wykorzystać. Przedwczoraj zakończyłem przenoszenie witryny „Być Kobietą” – od wczoraj przenoszę wpisy tutaj. Część wpisów, dokonywanych przez moją Żonę na „Feniks i Róża”, przeniosłem jako prywatne na Jej stronę „Być Kobietą„, z zamysłem, aby strona ta stała się jej blogiem także prywatnie. Jola ma jeszcze całkiem prywatny blog na wordpress,org, do którego nawet ja nie mam dostępu.
Właśnie dokonuję pierwszego mojego wpisu na tej „zaanektowanej” przeze mnie witrynie – postanowiłem pisać dalej, ale wyłącznie w tematach związanych z naszą miłością i naszą wspólną wędrówką przez życie. Być może Jola też będzie tu pisać, ale głównie jest to „moja” witryna. Kto wie, może nawet uda mi się kiedyś znowu napisać coś wierszopodobnego.
Dzisiaj nie będę przenosił żadnych wpisów, chciałbym za to skomponować grafikę z płonącym feniksem, na bazie któregoś ze zdjęć mojej Żoneczki. Oczywiście podzielę się tu rezultatami, o ile nie będzie wstyd je pokazać…
Za dużo tej samotności
To już drugi tydzień, odkąd moje Kochanie jest we Wrocławiu – po dwóch i pół miesiąca spędzonych w Hiszpanii… w sumie z siedmiu miesięcy tego roku połowę spędziło moje Słoneczko „na rozjazdach”…
W zimie zawsze choruję, jak tylko zostaję sam – zaraz łapie mnie jakaś grypa, albo co. W lecie trudno jest zachorować na grypę, ale jakoś pierwsze tygodnie samotności mi nie służą. Czuję się jakoś „bezpłciowo”, słaby i bez ochoty na cokolwiek. Jak była pogoda, jeździłem na rowerze i cieszyłem się, że chudnę. Przy takiej niepogodzie nie ma mowy o rowerku, za to chce mi się jeść… a kiedy sobie pozwolę na małą „wyżerkę”, to zaraz dostaję rozstroju żołądka i muszę leczyć się sucharkami… nawet drinka nie mogę wypić, bo głowa mnie boli od alkoholu…
Wszystko to jakby wydarza się tylko wtedy, kiedy jestem sam. Jak moje Słoneczko jest przy mnie, to jakoś wszystko jest lepiej, nie mam czasu na roztkliwianie się nad sobą, na zastanawianie nad bezsensem życia. Wtedy wszystko jakoś lepiej się układa. A może po prostu nie ma tej pustki wokół mnie, kiedy wracam z pracy do domu.
Powinienem robić coś pożytecznego, ale nie mam ochoty. Nie chce mi się nawet oglądać moich ulubionych filmów, ani telewizji. Właściwie to nic mi się nie chce, tylko spać… ale ileż można spać? W końcu budzę się w środku nocy i kilka godzin wiercę się, nie mogąc zasnąć – ale wstać też mi się nie chce.
Mam nadzieję, że moje Kochanie już nie będzie w tym roku nigdzie wyjeżdżać…
W taki zimowy wieczór…
… szczególnie doskwiera mi samotność – moje Kochanie gdzieś daleko sprząta, układa w szafach, wyszukuje świąteczne dekoracje, nie ma nawet czasu na tęsknotę… a ja tu wyglądam przez okno na zaśnieżone ulice i czuję wokół mnie taką pustkę… niedziela już dobiega końca, od jutra znowu praca, znowu codzienność – może i lepiej tak, wtedy ja też nie mam czasu na tęsknotę, na roztrząsanie samotnie mijających minut i godzin.
Cóż, czasem nachodzi mnie melancholia…
Noc styczniowa
Długo sen nie przychodzi – choć ciążą powieki
i głowa coraz niżej nad książką się chyli…
Wiatr potrząsa latarnią i w wieczności chwili
jest jeszcze nieb atrament i księżyc daleki.
Jedną tylko modlitwę powtarzam bez końca
i jedno wypowiadam imię jak zaklęcie,
wzlatując myślą moją jak motyl – do słońca…
W północnych mgieł bezdroża, w mroczne wniebowzięcie.
Z obrazów i z minionych okruchów wspomnienia
zbieram jak nektar jutra słodką obietnicę
i zanim się na wieczność twą twarzą zachwycę
otulę się w posłanie z północnego cienia
W oczekiwaniu
W oczekiwaniu na sen
piję taniego bourbona
którym wzgardziłaś
Jeszcze ta noc nas dzieli
łóżko szczerzy się do mnie
samotną poduszką
Nie chcę jeszcze spać
choć wiem że jutro
czeka mnie daleka droga
pod gwiazdami wstążka autostrady
w czerni i granacie
