Dziadek

Teraz już jestem dziadkiem niejako „zatwierdzonym” – w ostatnią sobotę odwiedziliśmy naszego wnusia i wolno mi było potrzymać go na rękach… W końcu wnusio przestał być dla mnie postacią z opowieści i zdjęć, a stał się realnym, przesłodkim maluszkiem…

Olivier
Czytaj dalej „Dziadek”

Elegancik

Nasz malusi wnuczek wybiera się do lekarza… Za cztery dni skończy miesiąc i jak dotąd rośnie jak na drożdżach i jest coraz słodszy…

Czasami wspominamy te lata, kiedy nasze dzieci były takie malutkie. Nie było łatwo, przespane noce można było policzyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj dzieci są dorosłe, a my możemy cieszyć się wnukami. Bo bycie dziadkami ma swoje zalety: możemy maluchy rozpieszczać i rozpuszczać, pozostawiając troski i zmartwienia rodzicom… To oczywiście tylko tak powiedziałem – my też martwimy się i staramy się pomagać, a nie szkodzić.

Święta, święta i po swiętach…

20.12.12 wyjechaliśmy ze Zdzisiem do Irlandii w odwiedziny, a właściwie z „misją”. Misja miała w założeniu pomoc i zorganizowanie chłopakom: Pawłowi i Dawidowi świąt, a w głównej mierze opieka nad Ninusią i trochę bliskości z wnusią. W pracy, przed wyjazdem był młyn. Jestem tylko jedna na tym stanowisku i nikt mnie nie zastąpi a terminy gonią i zawsze dochodzą nowe sprawy, tyle na mojej głowie… Ze względu na mój wyjazd,  w zorganizowaliśmy wigilię w ostatni dzień mojej pracy. Zdzisiu już był, wiec zaprosiliśmy go do nas z gitarą. Ja zrobiłam sałatkę „śledź pod pierzynką”, Zdzisiu przywiózł winka… Każdy miał przydzielone zadanie. Było bardzo miło, ciepło. Jedliśmy, piliśmy i pod koniec śpiewaliśmy kolędy  przy akompaniamencie Zdzisia. Ja trochę byłam rozbiegana, ponieważ jak zwykle doszło jeszcze parę spraw, choćby zbiórka na PZU, a tu jeszcze trzeba coś wysłać, tu pokwitować, opłacić itp.,  itd…
Wylatywaliśmy z rana, po drodze zabraliśmy koleżankę Ewy Majki, którą zaopiekowaliśmny się na prośbę Ewy. Lot był opóźniony godzinę. W samolocie miałam dobre miejsce przy oknie, Zdzisiek zarezerwował tym razem miejsca i nie musieliśmy się stresować, było bardziej komfortowo. Na lotnisku czekał Paweł z Niną, była słodka. Tylko dopytywała się: „Bacia, a ciupiłaś cioś”?,  -taaaak?; -a gdzie prezent?  Przyjechalismy do mieszkania, które od niedawna wynajmuje Paweł. Mieszkanie ładne ale komfortu w nim żadnego. Brakowało wiele. Choinka była ładna. Było trochę problemów… Zdzisiu zajął się kuchnią, zagospodarował ją po swojemu. Nina jest już większa i bardziej kontaktowa, więcej mówi choć jeszcze nie całkiem wyraźnie. Jest absorbująca, lubi się bawić i wymyślać różne sytuacje. Na sukienkę mówi sienka, sio- jak chce być sama, cześć- taś… Zdzisiu ma dobre relacje z Niną, baaardzo mnie to cieszy, woła na niego wujek. Umie się z nią bawić, ma cierpliwość, dużo ciepła. Dobrze mi z nim, czuję się bezpiecznie, nawet leniwie. 
Wigilię spędziliśmy w czwórkę, z Pawłem i Dawidem. Wszystko wyszło bardzo dobre, Zdzisiu zrobił kawał  dobrejroboty. Ja tylko przyrządzałam, doprawiałam, dekorowałam. 
Był karp, barszcz z uszkami, pieczarki w smietanie, kompot z suszu, pierogi z kapusta i grzybkami, sałatka jarzynowa, galaretka z owocami i jabłecznik.
Dawid jeszcze dowiózł krewetki w cieście. Po kolacji zaserwowaliśmy drinki i obejrzeliśmy jakiś film. W pierwszy dzień świąt pojechaliśmy na wieś do Ani i Roy-a skąd mielismy odebrać Ninę. Teraz Aneta mieszka z mamą. Ania nas ugościła bardzo, Aneta za to była jakaś „fochsiasta”, niezbyt szczęśliwa. Kiedy jej mówiłam, że ma tutaj dobrze, dużą przestrzeń i pokoje, ona z przekąsem odpowiedziała: -Ale to nie moje! Straszna z niej egoistka…

Wigilia

No i mamy Święta – jeszcze do wieczora trochę czasu, ale, jak pomyślę o tym wszystkim, co mam jeszcze do zrobienia, to za mało tego czasu, zdecydowanie za mało… Dobrze, że dzieci z Irlandii już siedzą w samolocie – będę miała na Wigilię moją wnusię 🙂

Przez chwilkę rozmawiałam z M. – powiedziałam mu, że jestem z nim cały czas – tak, jak wiem, że on jest sercem i myślą przy mnie… Teraz już zabieram się do pracy…

Nowa płyta mojego Najstarszego

Mój najstarszy, Krzysiek, znany pod pseudonimem VERTE, wydał właśnie 11 września swoją pierwszą prawdziwą płytę – a właściwie dwupłytowy album „Między niebem a piekłem”. Gratuluję – oczywiście kupiłam! Trzeba wspierać młodych artystów, nawet jeżeli za hiphopem nie przepadam…

Tymczasem cały nakład został wyprzedany!