
Nasz malutki wnuczek skończył wczoraj cztery miesiące… Jest coraz ładniejszy i coraz słodszy…

Nasz malutki wnuczek skończył wczoraj cztery miesiące… Jest coraz ładniejszy i coraz słodszy…
Teraz już jestem dziadkiem niejako „zatwierdzonym” – w ostatnią sobotę odwiedziliśmy naszego wnusia i wolno mi było potrzymać go na rękach… W końcu wnusio przestał być dla mnie postacią z opowieści i zdjęć, a stał się realnym, przesłodkim maluszkiem…

Dzisiaj Święty Mikołaj przynosi grzecznym dzieciom prezenty, a niegrzecznym – rózgi… a do nas przysłał swojego malutkiego pomocnika, który obdarował nas promiennym uśmiechem – widocznie byliśmy bardzo grzeczni w mijającym roku!

Tymczasem nasz wnusio rośnie jak na drożdżach. Aż miło popatrzeć na tę pogodną buzię – i trudno uwierzyć, że to wesołe dziecię tak daje w kość rodzicom, że marzą już tylko o dwóch godzinach nieprzerwanego snu…

Nasz malusi wnuczek wybiera się do lekarza… Za cztery dni skończy miesiąc i jak dotąd rośnie jak na drożdżach i jest coraz słodszy…
Czasami wspominamy te lata, kiedy nasze dzieci były takie malutkie. Nie było łatwo, przespane noce można było policzyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj dzieci są dorosłe, a my możemy cieszyć się wnukami. Bo bycie dziadkami ma swoje zalety: możemy maluchy rozpieszczać i rozpuszczać, pozostawiając troski i zmartwienia rodzicom… To oczywiście tylko tak powiedziałem – my też martwimy się i staramy się pomagać, a nie szkodzić.
No i mamy małego wnuczka. Na imię ma Olivier (to francuska pisownia angielskiego i niemieckiego imienia Oliver).
Czytaj dalej „Wnuczek”
20.12.12 wyjechaliśmy ze Zdzisiem do Irlandii w odwiedziny, a właściwie z „misją”. Misja miała w założeniu pomoc i zorganizowanie chłopakom: Pawłowi i Dawidowi świąt, a w głównej mierze opieka nad Ninusią i trochę bliskości z wnusią. W pracy, przed wyjazdem był młyn. Jestem tylko jedna na tym stanowisku i nikt mnie nie zastąpi a terminy gonią i zawsze dochodzą nowe sprawy, tyle na mojej głowie… Ze względu na mój wyjazd, w zorganizowaliśmy wigilię w ostatni dzień mojej pracy. Zdzisiu już był, wiec zaprosiliśmy go do nas z gitarą. Ja zrobiłam sałatkę „śledź pod pierzynką”, Zdzisiu przywiózł winka… Każdy miał przydzielone zadanie. Było bardzo miło, ciepło. Jedliśmy, piliśmy i pod koniec śpiewaliśmy kolędy przy akompaniamencie Zdzisia. Ja trochę byłam rozbiegana, ponieważ jak zwykle doszło jeszcze parę spraw, choćby zbiórka na PZU, a tu jeszcze trzeba coś wysłać, tu pokwitować, opłacić itp., itd…
Wylatywaliśmy z rana, po drodze zabraliśmy koleżankę Ewy Majki, którą zaopiekowaliśmny się na prośbę Ewy. Lot był opóźniony godzinę. W samolocie miałam dobre miejsce przy oknie, Zdzisiek zarezerwował tym razem miejsca i nie musieliśmy się stresować, było bardziej komfortowo. Na lotnisku czekał Paweł z Niną, była słodka. Tylko dopytywała się: „Bacia, a ciupiłaś cioś”?, -taaaak?; -a gdzie prezent? Przyjechalismy do mieszkania, które od niedawna wynajmuje Paweł. Mieszkanie ładne ale komfortu w nim żadnego. Brakowało wiele. Choinka była ładna. Było trochę problemów… Zdzisiu zajął się kuchnią, zagospodarował ją po swojemu. Nina jest już większa i bardziej kontaktowa, więcej mówi choć jeszcze nie całkiem wyraźnie. Jest absorbująca, lubi się bawić i wymyślać różne sytuacje. Na sukienkę mówi sienka, sio- jak chce być sama, cześć- taś… Zdzisiu ma dobre relacje z Niną, baaardzo mnie to cieszy, woła na niego wujek. Umie się z nią bawić, ma cierpliwość, dużo ciepła. Dobrze mi z nim, czuję się bezpiecznie, nawet leniwie.
Wigilię spędziliśmy w czwórkę, z Pawłem i Dawidem. Wszystko wyszło bardzo dobre, Zdzisiu zrobił kawał dobrejroboty. Ja tylko przyrządzałam, doprawiałam, dekorowałam.
Był karp, barszcz z uszkami, pieczarki w smietanie, kompot z suszu, pierogi z kapusta i grzybkami, sałatka jarzynowa, galaretka z owocami i jabłecznik.
Dawid jeszcze dowiózł krewetki w cieście. Po kolacji zaserwowaliśmy drinki i obejrzeliśmy jakiś film. W pierwszy dzień świąt pojechaliśmy na wieś do Ani i Roy-a skąd mielismy odebrać Ninę. Teraz Aneta mieszka z mamą. Ania nas ugościła bardzo, Aneta za to była jakaś „fochsiasta”, niezbyt szczęśliwa. Kiedy jej mówiłam, że ma tutaj dobrze, dużą przestrzeń i pokoje, ona z przekąsem odpowiedziała: -Ale to nie moje! Straszna z niej egoistka…
[embedyt] https://www.youtube.com/watch?v=X9EQYYdIEzw%5B/embedyt%5D
Ninusia skończyła wczoraj dwa latka! Przez Święta miałam ją u siebie i dla siebie przez kilka dni – to taka słodka Kruszynka… Kochanej mojej Wnusi życzę stu latek – samych szczęśliwych i pogodnych!
No i mamy Święta – jeszcze do wieczora trochę czasu, ale, jak pomyślę o tym wszystkim, co mam jeszcze do zrobienia, to za mało tego czasu, zdecydowanie za mało… Dobrze, że dzieci z Irlandii już siedzą w samolocie – będę miała na Wigilię moją wnusię 🙂
Przez chwilkę rozmawiałam z M. – powiedziałam mu, że jestem z nim cały czas – tak, jak wiem, że on jest sercem i myślą przy mnie… Teraz już zabieram się do pracy…

Mój najstarszy, Krzysiek, znany pod pseudonimem VERTE, wydał właśnie 11 września swoją pierwszą prawdziwą płytę – a właściwie dwupłytowy album „Między niebem a piekłem”. Gratuluję – oczywiście kupiłam! Trzeba wspierać młodych artystów, nawet jeżeli za hiphopem nie przepadam…
Tymczasem cały nakład został wyprzedany!