Rekordowy upał

Dzisiaj chyba mamy najgorętszy dzień tego lata – w cieniu termometry pokazją 36°C. Siedzę w klimatyzowanym biurze i cieszę się, że niedawno zakupiliśmy klimatyzację do naszego mieszkanka – teraz także moje Kochanie może się nie bać upałów.

Od przyszłego tygodnia ma być zdecydowanie chłodniej, temperatury prawie jesienne. A ponieważ mam przyszły tydzień wolny (z powodu tzw. Kurzarbeit), będziemy sobie częściej jeździć na fitness. Najwyższy czas, przez tego wirusa i siedzenie w domu trochę nas przybyło.

Czytaj dalej „Rekordowy upał”

W lesie

Bardzo się cieszę, że mój Z. przywiązuje wagę do wszystkich moich i naszych wspólnych świąt ukwiecając te dni mnóstwem życzeń i poezją.  Jego subtelność i celebrowanie chwili podnosi jej rangę,  roztacza aurę ciepła, radości, miłości…

Przedwczoraj, w naszą kolejną rocznicę pierwszego, realnego spotkania po latach, które zapoczątkowało nasz związek, byłam w delegacji. To doświadczenie Iny w Mostowicach. Jest to pięknie położona górska miejscowość na granicy z Czechami (część na stronie czeskiej, część na naszej). Operator telefonii cyfrowej czeskiej ma tam lepszy zasięg:)  Piękna panorama, łąki położone przy wielkim pasie lasu.  Jak na pracę przy zbieraniu i ważeniu trawy, którą kosił p. Stasiu za pomocą kosiarki, pogoda była świetna. Tylko wiatr chłodny i chwilami porwisty.

Kiedy dziewczyny: Ina i Ania robiły zdjęcia fitosocjologiczne, ja weszłam do lasu w poszukiwaniu grzybów. Nic nie znalazłam, pewnie za wcześnie i za zimno. Wsłuchałam się za to w mowę lasu i ptaków obserwując korę powalonych drzew, mchy, trawy, było bardzo dużo szyszek…   Słychać było szum wiatru, w porywach świst lekki, trzaskające gałązki. Przypomniał mi się wiersz „Dwa  wiatry”, który przerabialiśmy w szkole ucząc się o onomatopejach, rytmie wiersza. Dopiero w wieku dojrzałym bardziej rozumiemy poezję, sztukę. Zauważamy więcej, doceniamy naturę. Autor mistrzowsko przedstawił mowę wiatrów.

Dzisiaj przedostatni dzień…

… przepisywania pracy dla profesora. Nie mam zbyt dużo czasu – a raczej: wcale nie mam czasu – ale piszę tych kilka słów, bo M. już mi prawie że dokucza tym „blogowaniem” … Przyznaję, że chciałabym pisać, ale naprawdę nie mam czasu. Z drugiej strony mówi się, że jak brakuje czasu, to trzeba go sobie po prostu wziąć…

Tak więc wracam do mojej pracy – od jutra będzie już więcej luzu, to może i przeczytam to wszystko, co mój Misiu w czasie weekendu tutaj powypisywał… na poczcie też mam zaległości…