Odwiedziny

Wczoraj wieczorem, kiedy byłam na „chodzeniu” z A. zadzwonił J. z wiadomością, że mam gościa. Okazało się, że to J. z Irlandii – spóźniła się na samolot i „wylądowała” u mnie, zamiast w Cork. Lubię ją, jest wesoła, sympatyczna, pełna radości życia. Przegadałyśmy cały wieczór, do nocy, wypiłyśmy po lampce wina – została oczywiście u mnie na noc. Dzisiaj wieczorem odwiozę ją na lotnisko. Pokazywałam jej moją stronę – podobała się, ale nie miałyśmy czasu, żeby poczytać trochę jej zawartości – w końcu chciałyśmy porozmawiać. Czasami trochę zła jestem, że muszę wszystkich wozić, w końcu paliwo kosztuje (nie mówiąc już o zużyciu samochodu) i jazda przez całe miasto czasami kosztuje więcej, niż sto kilometrów po autostradzie, ale czegóż się nie robi dla przyjaciół (rodzinka i tak uważa to za rozumiejące się samo przez się…)