Tej Jedynej

jedwabistość Twych włosów i skóry aksamit
śpiewam pieśnią anioła wygnanego z raju
pod księżycem i niebem splątanych obłoków
gdzie jabłoń i gdzie wierzba na drogi rozstaju
Ty – zmysłów nasycenie – w malinach i w ustach
spełniasz więcej niż każde słodkie przyrzeczenie
i gdy wieczór nadchodzi w mglistej pelerynie
wódź mnie wódź na manowce i na pokuszenie
zapisz na mych powiekach obraz Twojej twarzy
zaczaruj na mych dłoniach zapach Twego ciała
bądź mi moim zbawieniem i bądź moją zgubą
Ty – Kobieto – jedyna – piękna – doskonała…

Kocham Cię

… teraz i zawsze
gdziekolwiek rzuci nas los
cokolwiek zgotuje nam życie
w zdrowiu i w chorobie
w zwiewnych letnich porankach
i w długich zimowych wieczorach
gdy Twoje dłonie pieszczą czule moją twarz
i gdy Twoje oczy ciskają błyskawice gniewu
gdy wtulasz się we mnie stęskniona
i gdy odwracasz się ode mnie
niezadowolona
gdy uśmiechasz się radośnie
i gdy zamykasz się w sobie
nieszczęśliwa
smutna i zagubiona
na początku drogi

Uniesienia

moja Pieszczoto zawsze jesteś wspaniałym kompanem … najcudowniejszą kobietą… wszystkim… po prostu. Wypijmy więc – za każdy paluszek Twoich stópek osobno… i za wszystkie razem… i za Twoją smukłą kostkę, której niezrównaną linię przecina jak lot jaskółki srebrny łańcuszek…

Zapiski

Jesteś … moim natchnieniem – moim pragnieniem … ale to już wiesz, od tej chwili, kiedy nasze usta się spotkały w pierwszym pocałunku – odtąd każdy pocałunek jest pierwszy i każde spotkanie jest poematem… chcę pójść z Tobą na pierożki … skraść Ci niezauważenie pocałunek … poczuć Twoją dłoń na moim policzku – powściągliwą i zachłanną jednocześnie …

Miłość

Schylonej nade mną
twoje włosy łaskoczą
moją twarz

Oddechy nasze
wypełniają przestrzeń
pomiędzy wargami

Wspartej na mojej piersi
oczy jeszcze zamglone
usta jeszcze rozchylone

Na progu nadchodzącej nocy
przyrzekam ci
że będę ciebie kochał

dopóki bije moje serce…

Poranek

Zamarznięta w mojej dłoni pustka przeminionej nocy
tej bezsennej bezimiennej i czarnej jak twoje oczy

Zaplątany na mych ustach ciepły posmak twego ciała
i ta cisza która z nocy na poduszce pozostała

Na mej piersi twojej głowy słodki ciężar czuję jescze
choć oddziela nas bezwzględnie zimny czas okrutna przestrzeń

Wypalony pod powieką twojej twarzy obraz senny
i twój zapach na pościeli nienazwany bezimienny

Póki jeszcze bezsłonecznie czekam trwam i drżę na zimnie
przyjdź i upieść mą bezsenność kochaj mnie i zostań przy mnie

Jestem wichrem

jestem wichrem
który rozwiewa twoje włosy
głaszcze twoją skórę
chłodzi twoje czoło

jestem słońcem
które rozpala twoje policzki
zmusza cię do
zamknięcia powiek

jestem falą
omywającą twoje stopy
zmywającą twoje
ślady na piasku

jestem zapomnieniem
pieszczotą nieskończoną
dotykiem dłoni
na twoich nagich plecach