Bardzo się cieszę, że mój Z. przywiązuje wagę do wszystkich moich i naszych wspólnych świąt ukwiecając te dni mnóstwem życzeń i poezją. Jego subtelność i celebrowanie chwili podnosi jej rangę, roztacza aurę ciepła, radości, miłości…
Przedwczoraj, w naszą kolejną rocznicę pierwszego, realnego spotkania po latach, które zapoczątkowało nasz związek, byłam w delegacji. To doświadczenie Iny w Mostowicach. Jest to pięknie położona górska miejscowość na granicy z Czechami (część na stronie czeskiej, część na naszej). Operator telefonii cyfrowej czeskiej ma tam lepszy zasięg:) Piękna panorama, łąki położone przy wielkim pasie lasu. Jak na pracę przy zbieraniu i ważeniu trawy, którą kosił p. Stasiu za pomocą kosiarki, pogoda była świetna. Tylko wiatr chłodny i chwilami porwisty.
Kiedy dziewczyny: Ina i Ania robiły zdjęcia fitosocjologiczne, ja weszłam do lasu w poszukiwaniu grzybów. Nic nie znalazłam, pewnie za wcześnie i za zimno. Wsłuchałam się za to w mowę lasu i ptaków obserwując korę powalonych drzew, mchy, trawy, było bardzo dużo szyszek… Słychać było szum wiatru, w porywach świst lekki, trzaskające gałązki. Przypomniał mi się wiersz „Dwa wiatry”, który przerabialiśmy w szkole ucząc się o onomatopejach, rytmie wiersza. Dopiero w wieku dojrzałym bardziej rozumiemy poezję, sztukę. Zauważamy więcej, doceniamy naturę. Autor mistrzowsko przedstawił mowę wiatrów.
