Nowy rozdział

Tym wpisem rozpoczynam nowy rozdział w historii tej witryny – po kilku latach, w których witryna ta przeważnie „leżała odłogiem”, chcę przywrócić ją do życia i do aktualności.

Oczywiście temat wiodący tej witryny nie uległ zmianie, ani przedawnieniu – wręcz przeciwnie. Od czterech lat wolno mi moją Ukochaną nazywać Żoną – mieszkamy razem w małym i przytulnym mieszkanku wśród zieleni i czerpiemy radość z każdej chwili.

Czasy niepewności, rozterek i tęsknoty przeminęły już dawno. Może to właśnie stało się przyczyną stagnacji tej witryny. To właśnie chciałbym zmienić.

Ponieważ moja Żona ma własną witrynę „Być Kobietą„, pomyślałem o – niejako – przejęciu tej strony, jako mojego osobistego blogu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Część wpisów ze „starej” witryny przeniosę na stronę mojej Żony – są to jej wpisy o charakterze blogu, więc powinny się tam znaleźć. Resztę przeniosę na tę witrynę, co oczywiście zajmie trochę czasu.

Zapraszam więc do zaglądaniai sprawdzania, co nowego przybyło.

Kolejna rocznica naszego spotkania

Przed wielu laty zakochałem się w pięknej dziewczynie… Wtedy jednak nie miałem odwagi wyznać jej moich uczuć – właściwie to i tak nie miałem u niej żadnych szans…

Straciłem ją na pół życia z oczu – każde z nas poszło inną drogą, losy rzuciły nas w odległe strony. Każde z nasz przeżyło wiele rozczarowań, ale i kilka szczęśliwych chwil.

Życie nauczyło nas wiele. Nauczyło nas tego wszystkiego, czego nam brakowało jako nastolatkom.

Kilkadziesiąt lat minęło i nagle odnaleźliśmy się poprzez czas i przestrzeń – tym razem los był dla nas obojga łaskawy i pozwolił nam spotkać się ponownie.

Piękna dziewczyna wyrosła na piękną kobietę i tym razem postanowiłem nie zmarnować żadnej szansy.

Tym razem udało mi się zdobyć jej serce – niedawno  obchodziliśmy trzecią rocznicę ślubu.

Mieszkamy sobie w małym mieszkanku na skraju łąki, cieszymy się każdą chwilą. Chodzimy na spacery, czasami na dłuższe wędrówki. Nie jesteśmy bogaci, ale starcza nam na małe przyjemności i nie musimy bardzo martwić się o przyszłość.

Nasza przyszłość jest określona przez naszą miłość, jest jasna i spokojna. Jest bezpieczna, bo mamy siebie, bo mamy w sobie nawzajem oparcie i pomoc.

 

Chociaż czasami doskwierają nam różne dolegliwości i starzejemy się pomalutku, to jednak umiemy cieszyć się sobą, każdą chwilą, spędzoną razem i wszystkimi tymi dniami, które są jeszcze przed nami – oby było ich jak najwięcej!

Za dużo tej samotności

To już drugi tydzień, odkąd moje Kochanie jest we Wrocławiu – po dwóch i pół miesiąca spędzonych w Hiszpanii… w sumie z siedmiu miesięcy tego roku połowę spędziło moje Słoneczko „na rozjazdach”…

W zimie zawsze choruję, jak tylko zostaję sam – zaraz łapie mnie jakaś grypa, albo co. W lecie trudno jest zachorować na grypę, ale jakoś pierwsze tygodnie samotności mi nie służą. Czuję się jakoś „bezpłciowo”, słaby i bez ochoty na cokolwiek. Jak była pogoda, jeździłem na rowerze i cieszyłem się, że chudnę. Przy takiej niepogodzie nie ma mowy o rowerku, za to chce mi się jeść… a kiedy sobie pozwolę na małą „wyżerkę”, to zaraz dostaję rozstroju żołądka i muszę leczyć się sucharkami… nawet drinka nie mogę wypić, bo głowa mnie boli od alkoholu…

Wszystko to jakby wydarza się tylko wtedy, kiedy jestem sam. Jak moje Słoneczko jest przy mnie, to jakoś wszystko jest lepiej, nie mam czasu na roztkliwianie się nad sobą, na zastanawianie nad bezsensem życia. Wtedy wszystko jakoś lepiej się układa. A może po prostu nie ma tej pustki wokół mnie, kiedy wracam z pracy do domu.

Powinienem robić coś pożytecznego, ale nie mam ochoty. Nie chce mi się nawet oglądać moich ulubionych filmów, ani telewizji. Właściwie to nic mi się nie chce, tylko spać… ale ileż można spać? W końcu budzę się w środku nocy i kilka godzin wiercę się, nie mogąc zasnąć – ale wstać też mi się nie chce.

Mam nadzieję, że moje Kochanie już nie będzie w tym roku nigdzie wyjeżdżać…

Siedem lat…

SONY DSC

To już siedem latek, odkąd połączył nas pierwszy pocałunek… pierwszy krok na naszej nowej drodze, o której wtedy nawet nie śmieliśmy marzyć – wszystko to było wtedy jakimś szaleństwem, ucieczką od rzeczywistości w świat, który sobie oboje wymarzyliśmy – wtedy jeszcze każde dla siebie osobno… spotykaliśmy się ukradkiem, kradliśmy minuty szczęścia losowi, wracaliśmy potem do naszej codzienności, aby przez następny miesiąc żyć marzeniami o następnym spotkaniu…

Teraz – po latach – kiedy dzielimy ze sobą wszystkie dobre i mniej dobre chwile, wszystko to wydaje się jakąś bajką, jakimś snem, który nieoczekiwanie stał się rzeczywistością – dzięki odwadze mojej Ukochanej, która zdecydowała zerwać z przeszłością i zaufać nieznanej przyszłości… i mam nadzieję, że nigdy nie będzie tego żałować…

Jak szybko mija czas

Człowiek ani się nie obejrzy, a już ponad półtora roku minęło od ostatniego tutaj wpisu… Tyle się w międzyczasie wydarzyło, a moje Kochanie zapomniało prawie że o tej witrynie – nic dziwnego, ma teraz inną, a i tam nie zawsze ma czas i ochotę coś napisać. Przyznam, że ja też już od dawna tu nie zaglądałem, nawet nie zauważyłem, jak do strony wkradł się błąd i cała witryna była – kto wie, jak długo – niedostępna. Ale teraz już jest wszystko naprawione, nawet, jeżeli jeszcze w niektórych miejscach należałoby poprawić kilka drobiazgów. W sumie też nie wiadomo, czy witryna ta jest „responsive”, to znaczy, czy wyświetla się odpowiednio na urządzeniach mobilnych – myślę, że raczej nie, przynajmniej nie dopasowywałem tego szablonu do urządzeń mobilnych, tak jak w przypadku witryny Być Kobietą (to ta druga witryna mojej żony).

Za kilka dni będzie nasza siódma rocznica ponownego spotkania po latach… okazja, aby przypomnieć sobie o tym miejscu w wirtualnym świecie, które towarzyszy nam niemalże od samego początku: pierwszy artykuł powstał 28 lipca 2009 roku, w miesiąc po tym pierwszym spotkaniu…

To zdjęcie zobaczyłem po trzydziestu latach i od razu ją poznałem – nagle odżyło uczucie, zagubione i zapomiane przed laty… Tym razem na szczęście…

Może kiedyś znowu napiszę jakiś wiersz dla mojej Ukochanej… lecz obecnie wolę spędzać czas w jej bliskości, cieszyć się jej obecnością i zajmować banalnymi, codziennymi czynnościami, które umilają nam życie: gotowaniem, przyrządzaniem drinków, grą w „Wiejskie Źycie”… W codzienności przy Jej boku odnalazłem moje szczęście, mój spokój, moją przystań.

Dwa i pół roku jesteśmy małżeństwem i mieszkamy razem… przed siedmiu laty nawet nie śmiałem o tym marzyć – a teraz mogę na dzień dobry całować Jej stópki, Jej usteczka… Jak bardzo wszystko się zmieniło!

Myślę, że trzeba to miejsce tutaj ożywić, nadać mu należne znaczenie naszego wirtualnego towarzysza, nawet jeżeli nikt inny oprócz nas tego nie czyta – kiedyś będziemy wspominać początki naszego nowego życia i być może odnajdziemy tutaj właśnie kilka okruchów minionego czasu.

Kiedy odejdę

Tak sobie pomyślałem, że kiedy mnie już nie będzie, to nie chcę żadnego pogrzebu ani grobu… ale proszę, naucz się jednego z moich wierszy,  z tych, które napisałem dla Ciebie, na pamięć i od czasu do czasu powiedz go – sama sobie. W ten sposób będę przy Tobie… całkiem blisko… 

Grudzień

Krople oceanu ścigają się po szybie
w pędzie do zapomnienia
bezsensownie jak cały ten deszcz

za szybą grudzień daremnie
próbuje rozwiązać skradziony Mikołajowi
worek ze śniegiem

Sanki bezużytecznie gnuśnieją w piwnicy
dla stojaka na choinkę jest
jeszcze nadzieja na ciepło pokoju

Jesienny obraz

zachodzącego słońca pożar rozpalony
wplątaną w włosy wiatru iskrą jarzębiny
uwięziony znienacka jak zmęczona wrona
w szponach suchych konarów prastarego dębu

jeszcze jeden liściokręt zabłąkaną mrówkę
unosi w dal na falach mgieł wstających z pola
wiruje i opada i znowu w przestrzeni
przecina linię słońca ostatnich promieni

patrzę jak czas przecieka pomiędzy słowami
pomiędzy niespełnieniem i niedomówieniem
otulam moją głowę skłębieniem obłoków
i zanurzam się w ciemność nadchodzącej nocy