Lustro

Jestem lustrem
na ścianie
prosto przed tobą
obok ciebie

uśmiecham się do ciebie
kiedy ty obdarzasz mnie uśmiechem

dotykam twoich palców
kiedy ty wyciągasz do mnie dłoń

Odpowiadam ci na pytania
które stawiasz samej sobie
i zapadam w milczenie
przed otchłanią twojej duszy

i kiedy odchodzisz
pozostaję ciągle
tu na ścianie
opuszczony w ciemności

nie czuję cierpienia
nie czuję radości
moje serce jest ze szkła
moje oczy zamknięte

Różnica
pomiędzy snem i rzeczywistościę
nie istnieje dla mnie

Jestem

Jestem podobny – samemu sobie
pomiędzy oknem i drzwiami
na ścianie grają zbłąkane cienie
nieznaczonymi kartami

Jestem pośrodku i na rozdrożach
nie dzisiaj jeszcze przed świtem
i czerwonego księżyca pożar
spala mnie swoim niebytem

To wszystko jestem i jeszcze więcej
stanę się zanim noc minie
zgubione serce i puste ręce
o tej wieczornej godzinie

Czasem

Czasem jestem twardy jak skała
a czasem miękki jak aksamitna poduszka
Jeśli szukasz schronienia w burzy

Jeśli chcesz na chwilę skłonić głowę zmęczoną
zawołaj mnie z daleka…

Czasem jestem ostry jak stal
a czasem delikatny jak pocałunek
Jeśli potrzebujesz obrony
Jeśli potrebujesz pieszczoty
zawołaj mnie z daleka…

Czasem jestem spokojny jak niebo
a czasem rwący jak górski strumień
Jeśli potrzebujesz lustra
Jeśli potrzebujesz ochłody
zawołaj mnie z daleka…

Czasem jestem bardzo daleko
a czasem tylko kilka kroków od ciebie
Jeśli potrzebujesz bliskości
Jeśli potrzebujesz samotności
zawołaj mnie z daleka…

Czasem jestem niespokojny jak burza
a czasem łagodny jak letni wietrzyk
gdziekolwiek pójdę
cokolwiek uczynię
jestem tylko urojeniem

Złodziej czasu

Jestem złodziejem czasu
kradnę moje okamgnienia szczęścia

Kradnę ci twoje skarby
jedwab twoich włosów
klejnoty twoich oczu
perły twojego uśmiechu

kradnę ci o północy
pocałunek
rabuję ci twój spokój
kiedy zmęczona
udajesz się na spoczynek

Jestem złodziejem czasu
wypełniam mój pusty dzień
skradzionymi sekundami

A kiedy noc przychodzi
czekam pod twoim oknem
aż światło zgaśnie

czekam na dogodną chwilę
by ci skraść
ten największy skarb –
twoje serce

Jestem złodziejem czasu…

W Weronie

I

Nad Kapuletich i Montekich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu.

II

Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów —
I gwiazdę zrzuca ze szczytu;

III

Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
Że dla Romea — ta łza znad planety
Spada… i groby przecieka;

IV

A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I — że nikt na nie… nie czeka!

Cyprian Kamil Norwid

Spotkania

zagubiony między obłokami,
zapatrzony w gwiazdę wieczorną,
odnalazłem utraconą ścieżkę
i tę moją pieśń niepokorną…

bez kierunku, bez końca i celu,
i bez znaków na nieboskłonie,
pośród spotkań, rozstań, snów i zwątpień
spotykają się nasze dłonie…

Żartem

Moje pieśni pukają
Do twoich drzwi,
Skłaniają dumne czoło:
Otworzysz mi?

Moje pieśni jedwabne
Jak suknia twa,
Ich szelest delikatnie
Dosięga dna.

Moje pieśni pachnące
Jak kwiecie bzu,
W ogrodzie twoich marzeń
Na grządkach snu.

Moje pieśni w czerwieni
Jak polny mak,
Jak twa jedwabna suknia
Szeleszczą tak.

Me najpiękniejsze pieśni
Całkiem jak ty.
Stoją pod twymi drzwiami:
Otworzysz mi?

Hermann Hesse (przekład własny)

Bo ciebie kocham…

Bo ciebie kocham… przyszedłem w noc,
W szepcie namiętnym i w zawierusze,
I żebyś przy mnie została już,
Zabrałem tobie twą jasną duszę.

Należy do mnie na wieczny czas,
Na dobre – na złe – dolą – niedolą…
Od płomienistej miłości mej
Żadne anioły cię nie wyzwolą

Hermann Hesse (przekład własny)

Rozmowa liryczna

– Powiedz mi jak mnie kochasz.

— Powiem.

— Więc?

— Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie —
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.

— A latem jak mnie kochasz?

— Jak treść lata.

— A jesienią, gdy chmurki i humorki?

— Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.

— A gdy zima posrebrzy ramy okien?

— Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu

Konstanty Ildefons Gałczyński

Piersiom twoim hosanna…

Piersiom twoim hosanna! I pogarda światom,
Co bogów swoich wielbią w obojętnym niebie,
Bo ja, choć lichszy jestem niż najlichszy atom,
Żyć nie mogę bez ciebie ni umrzeć bez ciebie!

Na wieczność odsączyłaś krew od mego serca,
Co wszystko ci za wszystkich pragnęło przebaczyć;
Nie tyś je uśmierciła, bo cud nie uśmierca,
Jeno los, co mi nie dał znów ciebie zobaczyć.

Ja wiem, że będziesz łzami znaczyła wspomnienia
Burzy, co błyskawicą dwie otchłanie łączy,
Lecz ja nie znajdę nigdy w twych łzach ukojenia,
Bo rozpacz nie ma końca. I już się nie skończy!

Tak cierpię, że nieledwie umieram pomału,
I nie ma już modlitwy na mych wargach drżących…
Piersiom twoim hosanna! I zbawienie ciału.
I litość wiekuista dla serc miłujących!