Wiem

Wiem

Jak boli niesprawiedliwość

a przecież twoje usta
stworzone do pocałunków
wypowiadają słowa
obce twojej duszy…

Wiem

Jak rani ślepota

a przecież twoje oczy
stworzone do podziwiania
aktów Modiglianiego
tak pełne łez…

Wiem

Jak smakuje gorycz

a przecież twoje serce
stworzone do miłości
wykrwawia się samotnie
pośrodku nocy…

Ukrzyżowanie

Na drogi rozstaju
zapomniany Jezus
w zmurszałej kapliczce
już nie zmartwychwstanie

na drewnianych ramion
skrzyżowanych liniach
rozpościera skrzydła
zabłąkana wrona

I po cóż umarłeś
drewniany nie-Boże
dla drwiny żołnierzy
dla octu i włóczni?

niech wieki przeminą
śmierć twoja daremna
w każdym dniu od nowa
bez kropli nadziei

Na łańcuchu

Zapomniałeś piesku
że ta dłoń która cię głaszcze
która podsuwa ci smakołyki
że ta dłoń trzyma mocno
koniec łańcucha
zamyka pętlę czasu
wokół twojej szyi

zapomniałeś
pijany wolnością
upojony szczęściem
jak złudny jest ten dystans
od ciebie do wrót zagrody
za krótki twój łańcuch
za krótki twój sen

Nie smuć się już
taka twoja psia dola
psich łez nie bierze nikt
poważnie
w końcu jesteś
tylko psem
bez duszy i rozumu

ale ja wiem piesku
jak to jest
ja wiem co czujesz
uwięziony w ciasnym kręgu
spełnionych marzeń
wypowiedzianych tęsknot
odgadnionych sekund

watashi-wa inu desu…

Świeczka

Zapaliłem
świeczkę która pamięta
dotyk twoich rąk
gorączkę twojego oddechu
kiedy zdmuchnęłaś ją
na chwilę przed
pocałunkiem

Zapach róży
płomień rozjaśniający
ciemność wokół
ożywiający cienie
na ścianie
pustego pokoju
pośrodku nocy

Płomień
nie zgaśnie już
dzisiaj
usta twoje daleko
za daleko żeby
zdmuchnąć płomień
samotnej świeczki

Pocałunek

na nieskończoność Twoich ust
i bezmiar Twojej namiętności
tak rozpościeram nocy płaszcz
by znaleźć ślady Twej miłości

utkanej z księżycowej mgły
z poświaty sennej i srebrzystej
niezmiennej poprzez wszystkie sny
nierozpoznanej i ognistej

pomiędzy ostatnimi z gwiazd
co bledną cicho gdzieś nad ranem
na nieskończoność Twoich ust
na oczy Twoje ukochane

Rozłąka

Młodym winem się upiję 
moją głowę oszołomię 
przesypuję piasek sekund 
w nieczujące martwe dłonie 

jeszcze tylko zatrzymany 
motyl pośród orchidei 
jak ostatni cień zadumy 
bez jutra i bez nadziei 

puste dłonie puste oczy 
i noc czarna jak atrament 
weź mnie z sobą na wędrówkę 
poprzez czasów wieczny zamęt

Litość

Nie żałuj mnie za moją biedę,
bo mnie wystarczy kromka chleba –
Pożałuj mnie za oddalenie,
za czas, co bez niej przeżyć trzeba…

Nie lituj się nad zimną zupą
i wzrokiem pustym znad talerza –
Ulituj się nad moją ścieżką,
która donikąd dzisiaj zmierza.

I nie trwoń miłosierdzia twego
na pusty pokój, puste łoże –
Bez tej jedynej obecności
nic mi już w życiu nie pomoże…

I kiedy wszystko dookoła
samo się splącze w swą zawiłość,
Pożałuj, zlituj się nade mną
i z miłosierdzia uczyń miłość…

Potrzeba tylko

potrzeba tylko trochę księżyca
i trochę północnej mgły
by się spełniło co nas zachwyca
i noc – i gwiazdy – i sny

Potrzeba tylko serc dwóch płomiennych
i niepokoju bez dna
żeby z północy długich bezsennych
powstała pożoga dnia

I jeszcze słodkich ust twoich trzeba 
i nocnych rozkosznych mąk
i schylonego nad nami nieba
by przyjąć słońce z twych rąk

Pomiędzy

Pomiędzy spojrzeniami
którymi mnie spalasz
zamykasz oczy na chwilę
czyj obraz wypalony
pod powieką?

Pomiędzy słowami
unoszącymi mnie w obłoki
milkniesz na chwilę
komu opowiadasz
twoje tajemnice?

Pośrodku ognia
pożogi zmysłów
zastygasz na chwilę
komu darujesz
tę zagubioną myśl?

Pomiędzy ciszą
a krzykiem
pomiędzy płomieniem
i lodowatym wichrem
z kim muszę
dzielić ciebie?

Erotyk

Otworzyłaś ramiona
piersi twych poemat
krągłość co mnie zachwyca
w pączku do pieszczoty

moje usta łapczywie
szukają przystani
w nabrzmiałych i spragnionych
w aksamicie nocy

na symfonię twej skóry
strzelistość ud twoich
jak akord ostateczny
drogowskaz do raju

Otworzyłaś mi bramę
zapraszasz i kusisz
spijam nektar rozkoszy
z twojej orchidei