Oglądając zdjęcia

W tej czarnej sukni jesteś tak nieziemsko
piękna, niczym Inanna schodząca w podziemia,
boska Izyda na tronie z marmuru,
tylko na chwilę między śmietelnymi,
tylko na moment na poręczy krzesła
przysiadasz – milczysz odwieczną zagadką.

Rozwiany wiatrem poemat twych włosów,
stopy po kostki zagłębione w piasku –
łakoma fala wspina się do nieba
po wieży Babel twych strzelistych łydek,
raju, skrytego strzępem materiału
wokół twych bioder – wokół twoich piersi…

W wytartych dżinsach i w białej koszulce
szukasz schronienia przed palącym słońcem,
ucieleśnienie letniej dziewczęcości
wtulasz twe ciało w szorstką korę dębu,
jakbyś się chciała rozpłynąć w niebycie,
rozwiać na wietrze rozpostarte dłonie.

Zanim się wzburzy w bezsilnej zazdrości
o twoje piękno bogini na muszli,
dotknę twej skóry płomiennej zachodem,
nakreślę dłonią krągłość twoich piersi –
tego momentu nikt nam nie odbierze,
tego obrazu nikt już nie wyśpiewa…

Zmarszczki

Tych kilka zmarszczek w twych oczu kącikach –
śmiech je wyrzeźbił – a może zmartwienie?
zaklinam czule ust moich dotykiem
przez okamgnienie…

I wypowiadam słowa bez oddechu,
żeby się stały obłokiem i deszczem –
tak rozpostarty jak żagiel na wietrze
nad tobą – jeszcze…

Tak zagubiony pomiędzy pomiędzy słowami
czas się kołysze w odwiecznym milczeniu,
jak łódź Charona na styksowej toni –
wbrew zapomnieniu…

Z tych kilku zmarszczek w kącikach ust twoich
stworzę poemat, który nie przeminie –
spijając słodycz twoich pocałunków
w nocnej godzinie…

505

Rozpostarte między ścianami
echo twojego krzyku
aksamitnego jak skrzydła
ćmy – płomień świecy jej zgubą
i zbawieniem

Wpijam palce jak szpony
we wspomnienie poduszki
ostrożnie żeby
nie zadać ci więcej bólu
niż możesz znieść

za zamkniętymi drzwiami
inny świat inny czas
a tu sekundy lśnią
jak srebrne cekiny
na strzelistości twoich ud

Imieniny Taty

Wczoraj były imieniny mojego Taty – byliśmy wieczorem w Borowej u rodziców. Na razie nie mam czasu opowiadać o szczegółach, cały dzień wczorajszy był wypełniony do ostatniej minuty. Rano w pracy – na poniedziałek musiała zostać zakoczona i zamknięta nasza praca zlecona – dzisiaj też muszę jeszcze pracować… Potem zakupy, no i przygotowania do wyjazdu J. który właśnie dzisiaj wybiera się na dwa tygodnie do Niemiec. A więc i teraz nie mam za dużo czasu na pisanie. Postaram się kiedyś nadrobić.

Jesteś

urodzona z morskiej piany
tak płomiennie i o brzasku
wypisujesz przeznaczenie –
bosej stopy ślad na piasku

w bezimiennym przemjaniu
jak odbicie w kropli rosy
z nocy czerni narodzone
twoje oczy twoje włosy

gdy zatrzymasz się na chwilę
czas przystanie na błękicie
ponad łukiem twoich ramion
w zamyśleniu i zachwycie

zbłąkanemu wędrowcowi
jesteś chlebem i powietrzem
jesteś wszystkim co najdroższe
jesteś kwiatem – słońcem – deszczem

50te Urodziny

urodzona z morskiej piany
tak płomiennie i o brzasku
wypisujesz przeznaczenie –
bosej stopy ślad na piasku

w bezimiennym przemjaniu
jak odbicie w kropli rosy
z nocy czerni narodzone
twoje oczy twoje włosy

gdy zatrzymasz się na chwilę
czas przystanie na błękicie
ponad łukiem twoich ramion
w zamyśleniu i zachwycie 

zbłąkanemu wędrowcowi
jesteś chlebem i powietrzem
jesteś wszystkim co najdroższe
jesteś kwiatem – słońcem – deszczem

Wiem

Nigdy jeszcze nie było
więcej
niż teraz – wspomnienie
twojej czułości
na chwilę
przed rozstaniem

i jeszce jeden pocałunek
ma wystarczyć
na wieczność
czy tylko
na kilka godzin?

W zamyśleniu
w kilku słowach pożegnania
w oddalających się
światłach twojego samochodu

i jeszcze dotyk twoich dłoni
na mojej twarzy
tak nieskończenie
delikatny
jak marzenie senne

wiem
jak nigdy przedtem
jesteś
i byłaś już zawsze
moją jedyną
miłością 

Modlitwa

Niechaj będzie pochwalony
sen co przyśnił się nad ranem
w rozpostartych skrzydłach nocy
odczytuję czas miniony

Zapatrzony w twoje oczy
zatrzymuję się w pół kroku
i wydzielam z nocy mroku
imię twoje nienazwane

Niech przybędzie w noc bezsenną
niech przybędzie tuż przed świtem
zaplątana w mgłę jesienną
między niebem i niebytem

Na liściu

Ta kropla rosy, co po liściu spływa
i promień słońca, co się w niej rozprasza
tęczą – ulotna, a jednak prawdziwa
jak miłość nasza…

Ten ciemny obłok, co po nieba głębi
wędrując ślady na duszy zostawia,
jak ta tęsknota, co się wokół kłębi
lecz nie wysławia…

Strumienie deszczu w szarości jesiennej,
kot, co się ukrył pod krzewem przed deszczem
i dłonie moje w tęsknocie niezmiennej
tak puste jeszcze…

Ta kropla deszczu, co po liściu spływa
i już na wieczność w kałuży utonie –
dotyk, co z twarzy mej zmęczenie zmywa,
jak twoje dłonie…

Poranek

Brakuje mi słów

żeby wypowiedzieć tę czułość
która budzi się we mnie
kiedy patrzę na twoją twarz
obok mnie na poduszce

Brakuje mi dłoni

żeby poznać te wszystkie
zagmatwane linie 
ukrytego w mroku
twojego cudownego ciała

Brakuje mi ust

żeby spić tę słodycz
nektar nieśmiertelności
z pączków twoich piersi
z róży twojego łona

Brakuje mi ciebie

kiedy o poranku
w półmroku to miejsce
obok mnie na poduszce 
jest tak puste…