Wędrówka

Zanim księżyc posrebrzy
poemat twojego ciała
i zanim w oczach twoich
zapłoną gwiezdne ogniki
szukam czubkami palców
jedwabistości twych włosów

w ciemności tego ukrycia
gdzie nikt już wierszy nie pisze
strwożony twoją urodą
nieśmiały jak kwiat konwalii
w ostatnią północ majową
znów wypowiadam twe imię

niech mnie prowadzi jak ognik
poprzez splątane rozdroża
i doprowadzi bezpiecznie
pośród pędzących obłoków
do ostatecznej przystani
pomiędzy naszymi ustami

Jesteś

czasami tylko słowem
czy też wierszem 
albo snem niewyśnionym

a może jesteś
tylko złudzeniem
marzeniem głodnego
o chlebie powszednim?

Kimkolwiek
jesteś

Pod drzewem
stoisz oparta
o pień odwieczny 
dębowy

nieprzemijająco
piękna

moje 
marzenie….

mój sen…

Nocą

Ciemną nocą 
wszystkie koty 
są czarne 

ale najczarniejsze 
moje myśli 
moje niespełnione 
pragnienia 

czego sobie życzę 
może pieszczoty 
może smaku twoich ust 
a może 
spokojnego snu 

jeszcze jedna 
godzina 
zabiera mi 
mój czas 

zanim odejdę 
chcę ci dać 
wspomnienie 
mojego pocałunku

Moje życie

Moje istnienie 
składa się
z oczekiwania
na twój uśmiech

moje życie 
jest tylko
lustrzanym odbiciem
mojej tęsknoty

w przemijających sekundach
w mroku samotnej nocy
w mżawce poranka
w niewypowiedzianej tęsknocie
w nieznanej przyszłości 
w promieniach twojej miłości

zawiera się
moje życie

Przebudzenie

Kiedy budzę się nad ranem
na poduszce tuż koło mnie
burza twoich czarnych włosów
oczy twoje snem pijane
kiedy budzisz się nad ranem

Szukam dłonią twoich bioder
rozpoznaję twe ramiona
miękką linię twojej szyi
i zapadam w zamyślenie
nad krągłością twoich bioder

Gdy przeciągasz się jak kotka
mruczysz cicho twe zaklęcia
drżące pączki twoich piersi
pod koronką twej koszulki
gdy przeciągasz się jak kotka

Na ten długi czas samotny
chcę zachować na mych dłoniach
aksamitność twojej skóry
jedwabistość twoich włosów
żeby przetrwać czas samotny

Odchodzącej

Czekam tu
aż odejdziesz
ślady twoich stóp
na śniegu rozwieje wiatr

czekam tu
aż pogasną
wszystkie światła
latarni nocnych ulic

czekam tu
żeby dotknąć
twojej twarzy najczulej
powiedzieć ci… śpij spokojnie

czuwam…12

Obcy

Jakże obcy mi ten pokój
w którym jeszcze nigdy
Twoja dłoń nie ustawiła
kwiatów w wazonie

Jakże obce mi te ulice
wzdłuż których na próżno
szukam śladów
Twoich drobnych stóp

Jakże puste jest to łóżko
w którym jeszcze nigdy
nie wtuliłaś Twojej głowy
w miękkość poduszki

Na przekór ciemności nocy
rozjaśniam zawiłe zakamarki
mojego serca
blaskiem Twoich oczu

Ojcu

Nosiłeś mnie
na rękach
kiedy moje nogi
za słabe były
na daleką wędrówkę

Ocierałeś moje łzy
kiedy rozbijałam
kolana
na kamienistej
drodze

Siedziałeś
przy moim łóżku
kiedy nocne zmory
czaiły się
za zasłonami

Miałeś zawsze
dla mnie
twoje silne ramię
twoją mądrość
twoją miłość

Dzisaj ja
pomogę ci wstać
żebyś mógł
pogasić świeczki
na urodzinowym torcie…

Czasu coraz mniej

Jak ten czas leci… Oto zaczął się nowy roczek. Święta tak szybko zleciały. Ostatnie święta były inne niż zwykle, spędzone poza domem, w Irlandii, u naszych dzieci. Ich wyjątkowość polegała na tym, że to pierwsze Boże Narodzenie  Ninusi. Bardzo chciałam je spędzić razem. 
Paweł z Anetką już od lata nas namawiali, przez ostatnie pięć lat nie było wspólnych świąt.

Na dobranoc

posypię Twoje powieki gwiezdnym pyłem
śniegiem zebranym z wierzchołków sosen

Ogrzeję Twoje usta, ogrzeję Twoje stopy
moim gorącym oddechen, moimi gorącymi wargami

Zapatrzony w Twoją twarz,
tak piękną w świetle księżyca

Zaśniemy obok siebie przytuleni…