Zanim księżyc posrebrzy
poemat twojego ciała
i zanim w oczach twoich
zapłoną gwiezdne ogniki
szukam czubkami palców
jedwabistości twych włosów
w ciemności tego ukrycia
gdzie nikt już wierszy nie pisze
strwożony twoją urodą
nieśmiały jak kwiat konwalii
w ostatnią północ majową
znów wypowiadam twe imię
niech mnie prowadzi jak ognik
poprzez splątane rozdroża
i doprowadzi bezpiecznie
pośród pędzących obłoków
do ostatecznej przystani
pomiędzy naszymi ustami
