Krótka, a jednak tak intensywna ta wieczorna rozmowa, tak była mi potrzebna. Każde jej słowo jak pieszczota. O, tak, dzisiaj będę spał jak suseł – odeśpię ostatnią noc… Jak dobrze jest, kiedy między nami panuje zrozumienie, czułość, ciepło … miłość. Kiedy nie dzieli nas nic, oprócz odległości i innych drobiazgów – bo tak naprawdę to nic nas wtedy nie dzieli, a wszystko łączy. F. jest cudownym i wrażliwym kwiatem – nie umiem sobie poradzić ze świadomością, że ją w jakikolwiek sposób skrzywdziłem, czy zawiodłem. Zwłaszcza, że tak niewiele mogę jej teraz z siebie dać… nie mogę być przy niej w tym zwykłym, szarym dniu, zdejmować z jej ramion ciężaru odpowiedzialności… i tylu innych ciężarów… a tak bardzo chciałbym. Wiem teraz z coraz większą pewnością, że nasze wspólne życie będzie inne, niż wszystko, czego doświadczyliśmy do tej pory – każde z nas.
A po nocy przychodzi dzień…
… a po burzy spokój … śpiewała Budka Suflera. Dobrze, że umiemy rozwiązywać problemy razem, wspólnie – w rozmowie, w otworzeniu się na siebie nawzajem.
Po niezbyt dobrze przespanej, a raczej prawie nieprzespanej nocy (udało mi się zasnąć gdzieś koło czwartej nad ranem, ale budziłem się jeszcze kilka razy) trochę mi ciężko przychodzi, żeby skupć myśli na pracy. Na szczęście mam o wpół do dwunastej termin u klienta, bo chyba uległbym pokusie i położył się na godzinkę, dwie…
Jesień …
… już rozgościła się na dobre – tak szaro i mgliście za oknami, że aż nie chce się wychodzić na dwór. Najchętniej to przytuliłbym się do mojej słodkiej F., popijał gorącą herbatkę i przyglądał ciągnącym za oknem ołowianym chmurom … chyba już pora, żeby na stałe włączyć ogrzewanie. I wnieść pranie z dworu do pokoju, bo na dworze nie wyschnie za nic.
Czeka mnie…
… długa, bezsenna noc. Może sam sobie jestem winien. Bo czasami wydaje mi się, że to nie trudno mnie zrozumieć. A jednak nawet F. błądzi czasem… szkoda… nie będę się tu rozpisywał. Mam jeszcze pocztę…
Dzisiaj przedostatni dzień…
… przepisywania pracy dla profesora. Nie mam zbyt dużo czasu – a raczej: wcale nie mam czasu – ale piszę tych kilka słów, bo M. już mi prawie że dokucza tym „blogowaniem” … Przyznaję, że chciałabym pisać, ale naprawdę nie mam czasu. Z drugiej strony mówi się, że jak brakuje czasu, to trzeba go sobie po prostu wziąć…
Tak więc wracam do mojej pracy – od jutra będzie już więcej luzu, to może i przeczytam to wszystko, co mój Misiu w czasie weekendu tutaj powypisywał… na poczcie też mam zaległości…
Poranne rozmowy
Jakże mi tego brakowało … Jej ciepłego, matowego głosu w słuchawce, jej śmiechu … opowiadań o rzeczach prostych i banalnych, codziennych – w jej ustach nabierających kolorów i tempa, wielowymiarowości i niezwykłości. Jej głód życia, intensywność odbioru każdej chwili fascynują mnie ciągle od nowa. F. jest jedyną znaną mi osobą, która potrafi tak kochać życie, jak ja – pomimo zmartwień i przeciwności losu. Jak już wiele razy pisałem – jestem prawdziwym szczęściarzem …
Kolejny dzień…
… kolejny tydzień – co nam przyniesie? Troski i tęsknoty, czy może radość i uśmiech? Odpowiedzi na niezliczone pytania, czy jeszcze więcej pytań? Czy rozjaśni nam naszą przyszłość, czy też zarzuci na nią woalkę nieświadomości?
„Co z nami będzie?…”
Jedno wiem, cokolwiek przyjdzie, cokolwiek los nam zgotuje, chcę należeć i należę do niej, w każdej sekundzie, w każdym oddechu. Moje życie jest określone dotykiem jej dłoni, mój czas jest odmierzany uderzeniami jej serduszka. Czegóż chcę więcej? Czegóż można więcej od losu oczekiwać, kiedy otrzymało się miłość najwspanialszej, najcudowniejszej, najpiękniejszej kobiety w podarunku?
Późnym wieczorem …
… jeszcze nie chce mi się spać … to znaczy, trochę chce … F. powiedziała mi (napisała) już dobranoc, ale pewnie też jeszcze nie śpi – tyle, że później już nie miałaby okazji. Zaraz też wybiorę się na bal na białej sali … może nie tak białej, raczej czerwonej… a tymczasem chciałem tylko zostawić tutaj ślad … jako świadectwo tego, co dla mnie jest najważniejsze …
Dzień bez niej…
… to dzień stracony – dlatego wypełniam go pisaniem, wspomnieniami, oglądaniem zdjęć, wszystkim, co ma związek z jej osobą. Czekając na znak, na słowo, na jej pojawienie się choć na chwilkę, oddaję każdą wolną chwilę w jej delikatne ręce.
Jutro znowu normalny dzień pracy. Codzienność, ozdabiana jak diamentami chwilami rozmów, kilkoma wiadomościami, myślami, nadzieją. Czas tęsknoty, czas przemijający jak droga pod kołami pędzącego samochodu. Droga do niej, do jej uśmiechu…
Właśnie w tej chwili…
… kiedy zaczęła mnie ogarniać melancholia otaczającej mnie pustki, F. pojawiła się tu … na NK i na Gazecie – kilka słów, napisanych jej paluszkami … te słowa przegnały chmury, zbierające się na horyzoncie mojej duszy i sprawiły, że moje serce jest znowu jasne i bije mocno. Nie, nie jestem taki zmienny – ale tęsknota za jej słodką obecnością jest tak silna
