Wróciłam właśnie ze spaceru

Nawet pobiegłam trochę, żeby stracić kilka kalorii. Zaraz muszę jechać do miasta, pomóc przetransportować azerbajdżańskich gości naszego Instytutu – wczoraj zaoferowałam moją gotowość pomocy, to teraz muszę… choć mi się nie chce.

Dzisiaj rano nie miałam nawet siły wstać. Po wczorajszym dniu w podróży byłam wykończona, przyjechałam późno do domu a mój M. nawet nie czekał na mnie na NK, jak zwykle. To mnie jeszcze bardziej zniechęciło, nawet nie puściłam mu sygnału, że wróciłam. Wypiłam trochę wina, potem jednego drinka, bo od wina było mi jakoś niewyraźnie. W końcu porozmawialiśmy chwilę przed pójściem spać, ale byłam już tak zmęczona, że M. dał mi spokój.

Po obudzeniu się przeleżałam ze dwie godziny w łóżku, nawet nie spałam, tylko nie miałam siły się poruszyć. D. oczywiście nie wypuścił psa, no bo po co, jak ja jestem w domu. Potem robił mi wyrzuty, że nie wstałam, bo przecież powiedziałam, że wstaję, a więc jestem „niesłowna” … Dzieciak…

Puściłam sygnał do M. Zadzwonił kilka minut później, rozmawiał właśnie z klientem (w sobotę?) … no tak, ale nie wszyscy mają sobotę wolną … ja też nie, jak się okazuje. Chyba powinnam mu trochę zaufać, wiem przecież, że mnie nie okłamuje i że zawsze oddzwania natychmiast, kiedy to tylko możliwe. Czasami wydaje się nawet, że siedzi przy telefonie i czeka na mój znak… 

Teraz pora na kawę i śniadanko – bez tego nie wychodzę z domu…

Czekałem…

… cały wieczór, poczekam jeszcze … nie powinienem być taki niecierpliwy i domagać się dla siebie całej uwagi F. Ona ma tyle na głowie … nie tylko konwersację ze mną. A jednak jakoś mi tak… nijak. Chciałbym czuć się najważniejszy. Ważniejszy od poczty. Może nawet ważniejszy od późnej pory i zmęczenia. Wiem, wiem. Marudzę. Nieżyciowo… ale czy to takie dziwne?

Sobotni wieczór

F. jest na imieninach u bratowej. Ostatni wieczór tego czasu tęsknoty. Przyjdą jeszcze inne czasy, wystarczająco, żeby zapełnić tę rubrykę. Aż do pewnwgo dnia, kiedy będę mógł zamknąć tę tematykę, bo już nigdy więcej nie będę musiał się z F. rozstawać. Tak wiele jest przeszkód, ale nie zniechęca mnie to… nawet, jeżeli miałbym przeżyć lata w oddaleniu od niej, to jednak wierzę, że nadejdzie ten moment, kiedy połączymy się już na zawsze. I kiedy nic już nas nie będzie mogło rozdzielić – żadna ludzka siła…

Kamień i jezioro

Jestem… 
a może mnie nie ma? 
Może to tylko mgła 
na gładkiej powierzchn
lustra – jeziora? 
Krzyk zbłąkanego żurawia 
przecina srebrną kreską 
cień przybrzeżnych szuwarów..

Jestem? 
To tylko kilka słów, 
nakreślonych palcem 
na piasku plaży, 
zanim nadejdzie 
wielka fala… 

Jestem… 
może tylko chwilą zapomnieni
jak teatralna sztuka 
jak wieczór nad morzem 
żeby na chwilę 
uciec od siebie 

Jestem? 
czymś więcej 
niż odległym biciem serca 
dłońmi podtrzymującymi 
chroniącymi przed upadkiem 
kiedy potkniesz się 

o kamień

Biurko (c.d.)

Biurko wylądowało w pokoju kominkowym. Trochę mi to nie było na rękę, bo przecież chciałam mieć swój kącik, ale z drugiej strony dobrze się stało. Potrzebne jest takie miejsce w domu, gdzie można zebrać do kupy wszystkie sprawy „biurowe” i odpowiednie wyposażenie. Do tej pory korespondencja, rachunki, wszystko leżało na barku, albo na przypadkowo wybranych miejscach i często „gubiło się” – teraz wszystko będzie miało swoje miejsce na i w biurku. A i cieplej jest w tym pokoju, niż w sypialni, co jest w obliczu nadchodzącej zimy niewątpliwie dużą zaletą.

Trochę niezręcznie jest, że, kiedy siedzę z laptopem przy biurku, to ekran jest zwrócony do pokoju, tak, że każdy może mi nań zaglądać – niezręcznie byłoby i niewygodnie odwracać laptopa – ale zawsze mogę przenieść się z nim do sypialni… a zresztą, to wszystko i tak jest tylko przejściowe … w pewnym sensie …

Dzwoniłam…

… kilka razy do domu, nikt nie odbierał. Zadzwoniłam do J. na komórkę, za każdym razem odkładał słuchawkę. Pewnie to echo wczorajszej kłótni, ale trochę niepokoję się, czy nie podsłuchał moich rozmów z J. Tak, czy inaczej, nie lubię w domu takiej napiętej atmosfery. Do tej pory zawsze w takich przypadkach ustępowałam, poddawałam się… teraz nie chcę, wiem przecież, że racja jest po mojej stronie.

M. próbuje podtrzymać mnie na duchu i utwierdzić w przekonaniu o słuszności mojego stanowiska. Wiem, że on ma rację, ale to trudno mi jest znieść taką nabrzmiałą atmosferę, być ciągle konfrontowaną z zarzutami i wymówkami.

Odwiedziny

Wczoraj wieczorem, kiedy byłam na „chodzeniu” z A. zadzwonił J. z wiadomością, że mam gościa. Okazało się, że to J. z Irlandii – spóźniła się na samolot i „wylądowała” u mnie, zamiast w Cork. Lubię ją, jest wesoła, sympatyczna, pełna radości życia. Przegadałyśmy cały wieczór, do nocy, wypiłyśmy po lampce wina – została oczywiście u mnie na noc. Dzisiaj wieczorem odwiozę ją na lotnisko. Pokazywałam jej moją stronę – podobała się, ale nie miałyśmy czasu, żeby poczytać trochę jej zawartości – w końcu chciałyśmy porozmawiać. Czasami trochę zła jestem, że muszę wszystkich wozić, w końcu paliwo kosztuje (nie mówiąc już o zużyciu samochodu) i jazda przez całe miasto czasami kosztuje więcej, niż sto kilometrów po autostradzie, ale czegóż się nie robi dla przyjaciół (rodzinka i tak uważa to za rozumiejące się samo przez się…)

Tajemniczy ogród

Jesienny poranek w moim ogrodzie – trawa lśniąca od rosy, promienie słońca, przedzierające się przez koronę starej czereśni… Jakże chciałbym, żeby F. tu ze mną była… Siedząc na tarasie, otuleni w ciepły pled, popijalibyśmy gorącą herbatę z miodem i oddychali jesienią…

Wiem, wiem, o tej porze pracuje się … ale przy niej każdy dzień to święto…

Nowa płyta mojego Najstarszego

Mój najstarszy, Krzysiek, znany pod pseudonimem VERTE, wydał właśnie 11 września swoją pierwszą prawdziwą płytę – a właściwie dwupłytowy album „Między niebem a piekłem”. Gratuluję – oczywiście kupiłam! Trzeba wspierać młodych artystów, nawet jeżeli za hiphopem nie przepadam…

Tymczasem cały nakład został wyprzedany!