Senność

z dala od ciebie jak bezdomny ptak,
jak liść na wietrze, co nie bywa ptakiem –
gdybym nie kochał i nie tęsknił tak
za ust twych smakiem…

za jedną chwilą, kiedy mroczna noc
płonące serce bezsennie ukoi –
gdzie blask księżyca i gdzie miękki koc,
żar oczu twoich…

stąd do wieczności tylko jeden krok
i jedno imię wypiszę na ścianie –
niech nas otoczy wszechobecny mrok,
niech sen się stanie…

Czas płynie bezpowrotnie…

… rozmawiałam trochę z P. i odwróciło to moją uwagę od moich problemów – zrobiłam sobie jeszcze drinka i teraz będę kleiła okulary; spadły mi na podłogę i pękła oprawka… a jak będę już miała internet, to będę mogła „nagadać” się z Niusią – P. mówił, że mają już szybszy internet i że jakość połączenia jest dużo lepsza…

Jakoś mi smutno…

… dzisiaj … czuję się tu tak obco. Miałam moje własne cztery ściany, mój dom, mój ogród. Garaż. Moje meble. Przestrzeń do życia. To wszystko, do czego się przyzwyczaiłam i co mi było przez lata nieodłączną częścią mojej codzienności. Wszystko to stanowiło o moim poczuciu stabilności, bezpieczeństwa. Teraz jestem sama w wynajętym mieszkaniu, zimnym, ciasnym… daleko od tego wszystkiego, co przez ponad pół życia stanowiło jego sens i zawartość…

M. próbuje mnie pocieszać, ale czy on to potrafi zrozumieć? Twierdzi, że tak, ale on przecież sam zawsze mieszkał tylko w wynajętych mieszkaniach… nie miał i nie ma nic własnego… 

Kolejny tydzień

I tak rozpoczął się kolejny tydzień.

W weekend była u mnie M. – nagadałyśmy się za wszystkie czasy, siedziałyśmy w sobotę do trzeciej nad ranem. Podobało jej się u mnie, cieszy mnie to bardzo. W niedzielę odwiozłam ją do domu, po drodze zatrzymała nas policja – z powodu tych żółtych świateł w moim aucie. Na szczęście policjant był bardzo miły i w końcu pozwolił nam jechać, tylko zobowiązał mnie do jak najszybszej wymiany świateł. M. chciała mnie zatrzymać u siebie do poniedziałku, trochę też z powodu pogody (droga była bardzo śliska miejscami), ale ja wolałam wrócić do siebie – tak, właśnie tak pomyślałam… to dobry znak…

Dzisiaj w pracy smutna wiadomość: zmarła moja Pani Profesor – już od dawna chorowała na raka i w końcu choroba zwyciężyła.

Po pracy wróciłam do domu, zaparkowałam na ulicy, ale nie byłam zadowolona – moje auto było pierwsze w szeregu, zaraz za pasami, bałam się, że ktoś może mi wjechać w tył. Spróbowałam zaparkować w innym miejscu i zezłościłam się na własną nieporadność. W końcu w desperacji wjechałam na podwórko! M. już od dawna mnie do tego namawiał, ale dopiero moja własna desperacja sprawiła, że odważyłam się przejechać przez ten ciasny wjazd. Także w sumie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. M. uważa, że nie powinnam od siebie wymagać wszystkiego – stwierdził, że mam tyle talentów, że parkowanie mogę sobie odpuścić. W końcu jestem kobietą i powinnam być wożona 😆

M. ma w środę spotkanie z kierownictwem dużej firmy, może dostanie tam pracę, albo przynajmniej ofertę współpracy. Trzymam kciuki… ale on się tym za bardzo przejmuje. Będzie, jak ma być.

No i mieszkam…

… w moim nowym mieszkanku.

W sobotę był pierwszy dzień „poza domem” – M. nie mógł już wytrzymać, i przyjechał późno wieczorem – i dobrze, bo w tym całym chaosie czułam się taka zagubiona… więc najpierw wypłakałam mu się „w kamizelkę” a potem zabraliśmy się wspólnie do urządzania naszego gniazdka. Godzina za godziną mijały, a sterta worków i kartonów stawała się coraz mniejsza – już w niedzielę wyglądało to wszystko dużo lepiej. Na poniedziałek wzięłam wolne i cały dzień składaliśmy rzeczy – ja zajęłam się pokojem (dobrze, że mam ogromną szafę) a M. kuchnią, przy czym oczywiście pomagaliśmy sobie nawzajem.

We wtorek miałam już nawet moją toaletkę z lustrem i obrazy na ścianie, moje firanki, zasłonki w kuchni… jak jeszcze poprzedni lokator zabierze resztę swoich rzeczy, to pokój będzie wyglądał całkiem przyzwoicie. Myślę, że będę się tu dobrze czuła – tym bardziej, że pierwsze dni i noce spędziliśmy tu razem – na każdym kroku jest niejako ślad M. – jego obecność tutaj. A może już niedługo znowu się zobaczymy.

Dzisiaj M. pojechał rano z powrotem – oboje chcielibyśmy, żeby mógł tu zostać dłużej (nawet na zawsze), ale teraz jeszcze za duże ryzyko. I tak los jest dla nas bardzo łaskawy.

W weekend odwiedzi mnie M., moja najlepsza przyjaciółka. Cieszę się – mam nadzieję, że jej się  u mnie też spodoba. Brakuje jeszcze kilka „drobiazgów” … tu jakaś półeczka, tam regalik… no i nie mam jeszcze internetu, ani telefonu. Ale mam w miarę wszystko rozpakowane i najważniejsze: święty spokój! To moje mieszkanko i nikt nie ma tu nic do powiedzenia!

Mieszkanko

Mam już moje mieszkanko – przez kilka najbliższych miesięcy będzie to mój dom…

Dzisiaj poprzedni lokator przekazał mi klucze – jeszcze zostało kilka jego rzeczy, które odbierze jutro, ale już mogę się tam zacząć czuć u siebie… zwozić moje rzeczy… włączyłam już ogrzewanie i lodówkę. Do łazienki M. przywiezie mi taką dmuchawę… sama jeszcze nie wiem, co będę potrzebowała…

Najważniejsze, że mam w końcu możliwość się wyprowadzić – całkiem realnie i namacalnie.

Odejścia

ile razy już odchodziłem

po raz pierwszy
z rodzinnego domu
zbuntowany

po raz drugi
ze zburzonego
pałacu marzeń

po raz trzeci
nocną porą
na daleką wędrówkę

po raz czwarty
w nieznaną przyszłość
na przekór sobie

tak wiele razy…

i ciągle w pogoni
za światłem
dalekiej gwiazdy

żeby na końcu mojej drogi
usiąść u twoich stóp
na twoim łonie złożyć
skołataną głowę

Horoskop

Oto mój horoskop na dzisiaj:

Skorpion,
Będziesz mieć możliwość usunięcia przeszkód które od dłuższego czasu Cię dręczą, będziesz zmotywowany, aby dać z siebie jeszcze więcej niż do tej pory. W tym okresie nie będzie szło wszystko po twojej myśli, lecz będziesz mieć u boku partnera, który obdarzy cię wielkim uczuciem pomagając ci w ten sposób zapomnieć o wszystkich trudnościach.

I jeszcze Biorytm:

W tym dniu Twój poziom umysłowy wynosi 8%: Jeśli czujesz, że podjęcie jakiejś decyzji jest teraz dla Ciebie zbyt trudne masz możliwość odsunięcia jej w czasie.Twój poziom fizyczny wynosi 12%: Postaraj się wygospodarować trochę czasu na zregenerowanie sił i naładowanie akumulatorów pozytywną energią.
Twój poziom emocjonalny wynosi 18%: Staraj się rozładować nieprzyjemną sytuację i nie zwracaj zanadto uwagi na opinie innych ludzi!

A to przepowiednia z I Ching (chińskiej „Księgi Przemian”):

Shih Ho: Przełamanie schematu ,
W tej fazie postawisz pewnej sprawie słuszną diagnozę i dzięki temu uda Ci się w porę zainterweniować. To nie jest dobra chwila na obejście problemu lub uniknięcie go. Aby wszystko wróciło do równowagi powinieneś użyć wszystkich możliwych sposobów – Twoja wytrwałość zostanie Ci sowicie wynagrodzona.

Czyż to nie zastanawiające? Co prawda biorę to wszystko z przymrużeniem oka, ale to jakby kolejny znak losu, potwierdzający mój wybór…

Bardzo dobrze…

… że F. poszła dzisiaj wcześniej spać – ma takie zaległości… Co prawda nie można tych zaległości odrobić, ani wyspać się na zapas, ale solidne przespana noc pomoże jej pozbyć się tego przeziębienia…

J. zachował się dzisiaj całkiem w porządku, przyniósł F. grypex i herbatę do sypialni, ale nie nagabywał jej. Czekał na nią z bukietem róż pod pracą, a kiedy F. powiedziała, że jej nie przekupi kwiatami, to powiedział, że chciał ją przeprosić… płakał, kiedy mu powiedziała, że i tak odejdzie, ale powiedział „trudno” – choć bardzo bym chciał, żeby to wreszcie pojął i zachował się jak mężczyzna, przyjął swoją porażkę z godnością, to jednak nie ufam mu… w każdej chwili może zmienić się o 180 stopni. Na razie jednak jest to ulga dla F. – czas, żeby odetchnęła odrobinkę… wyspała się, wykurowała…

Tego się bałem…

… że nadejdzie ten moment, kiedy J. spróbuje wziąć F. na litość… na groźbę samobójstwa… on mógłby to zrobić – nie z desperacji, ale żeby F. zepsuć życie… żeby ją napiętnować winą i zniszczyć spokój jej ducha, a tym samym jej przyszłość… nie wiem, czy ona byłaby w stanie podjąć normalne życie, mając nad sobą ten cień… pewnie tak… ale to by ją kosztowało wiele cierpień i wyrzeczeń…

Modlę się za nią, żeby miała siłę. Żeby wytrwała… Wiem, jak to trudno, nawet, jeżeli się tego kogoś nie kocha, stanąć oko w oko z groźbą samobójstwa tej osoby…

Modlę się… nic innego teraz nie mogę zrobić…

Jedno w tym wszystkim jest pewne. Cokolwiek F. postanowi, nie przestanę jej kochać. Cokolwiek się wydarzy, należę do niej. Jeżeli nie teraz, to za miesiąc, za rok, za dziesięć lat… będziemy razem…