Szczęście

Kto cię, miła, wymyślił,
nocą ciało twe wyśnił,
stóp twych ślady na pościeli wymiętej?
Jaki bóg ciebie stworzył,
płomień w oczy twe włożył,
w jednej chwili i grzesznicy, i świętej?

Kto napisał twe imię
w zamarzniętym oddechu,
by przetrwało aż do końca tej nocy?
I kto zamknął ten wszechświat
w jednym twoim uśmiechu –
blaskiem twoim zaczarował me oczy?

Wieczność – ta zwiewna chwila –
gdy nade mną pochylasz
twarz twą słodką, zanim północ przeminie…
Usta nasze – spragnione…
Ciała nasze – splecione
w tej ulotnej, w tej szczęśliwej godzinie…

Głód

głodny jestem
ciebie
twojej błogosławionej
bliskości

o tak ja umiem przecież
oddychać
ale czy umiem zasnąć
bez szmeru
twojego oddechu
tuż obok mnie?

w tej pustce
wieczoru
wołam ciebie
słyszysz?

daj mi
spokojny sen
zanim zgaśnie
ostatnia gwiazda

Uniesienia

moja Pieszczoto zawsze jesteś wspaniałym kompanem … najcudowniejszą kobietą… wszystkim… po prostu. Wypijmy więc – za każdy paluszek Twoich stópek osobno… i za wszystkie razem… i za Twoją smukłą kostkę, której niezrównaną linię przecina jak lot jaskółki srebrny łańcuszek…

Zapiski

Jesteś … moim natchnieniem – moim pragnieniem … ale to już wiesz, od tej chwili, kiedy nasze usta się spotkały w pierwszym pocałunku – odtąd każdy pocałunek jest pierwszy i każde spotkanie jest poematem… chcę pójść z Tobą na pierożki … skraść Ci niezauważenie pocałunek … poczuć Twoją dłoń na moim policzku – powściągliwą i zachłanną jednocześnie …

Dylemat

J. leży w szpitalu, ma być operowany na kręgosłup… F. dzwoniła do niego, pytała, czy czegoś potrzebuje, czy ma mu coś przywieźć, powiedział, że nie… F. jest teraz w rozterce, czy ma jechać go odwiedzić, czy nie – ja jej odradziłem i to nie dlatego, żebym mu źle życzył – wręcz przeciwnie, obawiam się jednak, że jej odwiedziny mogłyby być przez niego fałszywie zinterpretowane i dać mu jakąś złudną nadzieję… z drugiej strony przyznaję, że F. z jej dobrym i czułym sercem nie może przejść obojętnie i do porządku dziennego nad tą sytuacją, w końcu łączyły ją z J. długie lata wspólnego życia – wiele było też dobrych i pięknych chwil… pomimo tego, że on wszystko zepsuł i zniszczył… Dylemat… co F. może uczynić w tej sytuacji i czy jej akt dobroci nie przyniósłby w końcu im obojgu więcej szkody, niż pożytku? I czy wolno tę sytuację rozważać na chłodno, czy lepiej pokierować się impulsem i uczuciem? Ja osobiście zawsze jestem za kierowaniem się uczuciem, nawet, jeżeli mnie to na ogół przynosiło same szkody…

Dzisiaj…

… F. powiedziała mi, że po raz pierwszy pomyślała „moje mieszkanie” – po raz pierwszy poczuła się tam, jak w domu, a nie jak w jakimś hotelu, czy innym noclegowisku… Tak się cieszę – wiem, że to małe i zimne, to mieszkanie, ale jest ono tak pełne jej obecności – choć jeszcze nie dane mi było być tam przy świetle dziennym (zawsze były spuszczone rolety, z wiadomego względu) – dla mnie jest ono naszym gniazdkiem… 

Zimno…

Przykro mi i smutno, kiedy F. żali się na jej obecną sytuację… że zimno, że ciasno… że brakuje jej przestrzeni, poczucia bezpieczeństwa w jej własnym domu, że czuje się poniżona, nie mając nic własnego… wspomina coraz częściej, jak dobrze się czuła w ogrzanych pomieszczeniach, że miała sypialnię, salon… ogród…

Przykro mi, bo nie mogę jej tego dać, ani nawet nic w zamian. Smutno, bo szkoda mi jej, bo nie takiego losu dla niej bym chciał… ale teraz nie mogę nic zmienić… Nawet świadomość, że to w końcu nie było naszym planem ani życzeniem, ale wynikiem rozwoju sytuacji, nie ułatwia mi niczego, nie zdejmuje ze mnie ciężaru odpowiedzialności…

Obcość

obcy w tym domu
moim – nie moim
pośród ścian których nigdy nie dotknął
twój miękki cień

samotny w tym świecie
moim – nie moim
którego nigdy jeszcze nie rozjaśniła
twoja radośnie uśmiechnięta twarz

spragniony w tym łóżku
moim – nie moim
tak pustym bez zapachu twoich włosów
na samotnej poduszce

bez twoich dłoni
bez twoich ust
bez twoich włosów
bez twojego uśmiechu

… ginę …

Obraz

jaki geniusz namalował twój portret
miękką linią, w plamie słońca na liściach,
która dzieli twoje usta od kwiatu –
taka bliska chociaż taka odległa?

czyje drżenie obudziło cię rano
z ciepła nocy w chłodny zamysł poranka,
w długą drogę po zimowym ogrodzie
pośród malw tych, czekających na słońce?

czyje usta zaznaczyły – czerwienią
ust twych zarys – czernią jedwab twych włosów?
czyje oczy utonęły w twych oczach
i powieki – dwa spłoszone motyle…