Tym razem na dłużej – kto wie, może dwa, trzy tygodnie… a może nawet miesiąc… Dla mnie czas na ogarnięcie mojego interesu i mojego drezdeńskiego „gospodarstwa” – dla F. czas na trochę życia rodzinnego z dziećmi i wnusią.
Dzisiaj pierwszy dzień – początki, jak zwykle, są najtrudniejsze… przejście od urlopowego, słodkiego „nieróbstwa” poprzez spokojny i leniwy weekend do pracy na pełnych obrotach i to jeszcze z dala od F., od jej kojącego ciepła… trudne…

