Kolejny czas rozłąki

Tym razem na dłużej – kto wie, może dwa, trzy tygodnie… a może nawet miesiąc… Dla mnie czas na ogarnięcie mojego interesu i mojego drezdeńskiego „gospodarstwa” – dla F. czas na trochę życia rodzinnego z dziećmi i wnusią.

Dzisiaj pierwszy dzień – początki, jak zwykle, są najtrudniejsze… przejście od urlopowego, słodkiego „nieróbstwa” poprzez spokojny i leniwy weekend do pracy na pełnych obrotach i to jeszcze z dala od F., od jej kojącego ciepła… trudne…

Nie wysłuchany

Wędrownego barda lutni zerwaną strunę
Strofy poezji których nikt nie czyta
Bezsenne z lęku przed porankiem noce
Zmęczone niespokojnym rytmem serce

Ciężar powiek w smudze księżycowej poświaty
Zmarszczki te od zmartwień na czole
I te od uśmiechu w kącikach oczu
Kiedy szukasz mojej dłoni w półśnie

Daję ci na drogę w zwyczajny dzień

Fiołek

Jesteś – jak nieuchwytna czerwień zorzy
O poranku… W płomieniach malw i róż
Lekkimi krokami wybiegasz naprzeciw słońcu
A włosy twoje splątane nadmorską bryzą
Niesyta pieszczot twoja aksamitna skóra
Tylko kropla rosy chłodzi jej gorączkę
Albo leciutki dotyk moich warg…

Kiedy sycę je słodyczą twojego imienia…

Wpatrzony

wpatrzony w twoje oczy
niczym w mrok co się mroczy
w nocy całun zaplątany w bzu kiście
tak jasny od księżyca
co się tobą zachwyca
i twe ciało tak rozgwieżdza srebrzyście

niespokojnym mym cieniem
wpół snem a wpół westchnieniem
plączę ścieżki zagubione w ciemności
obudzę się o świcie
na błękitnym niebycie
i zapragnę słońca twojej miłości

A to zdjęcie…

 

zrobił mi M. jeszcze w lutym, komórką – jedno z niewielu, które wtedy się udały, ale jemu się tak ono spodobało, że zaraz zrobił sobie z niego tapetkę – twierdzi, że wyszłam na nim bardzo naturalnie, że oddaje moją urodę…

Pragnienie

uwielbiam piersi twoich najsłodszy sakrament
ust mych nienasyceniem łapczywością dłoni
pieszczotą co rozpala zmysłów moich pożar
i choćby tylko w myślach przyprawia o drżenie

przed warg mych głodnym ogniem nic cię nie ochroni
gdy porwę cię na wieki w duszy mojej zamęt
spalę twych sutków pączki żądz moich płomieniem
zanim na ciała twego zabłądzę bezdrożach

zanurzę mą pochodnię w wilgoć twego krzyku
wypalę cię wulkanem mego pożądania
i porwę cię zdyszaną i słoną od potu
i zliżę z twoich piersi nektar zmartwychwstania

Złośliwość

Jakim trzeba być złośliwcem, żeby tak po prostu przeciąć komuś kabel antenowy?

Dzisiaj chciałam włączyć sobie telewizję, a tu nic, brak sygnału… Zadzwoniłam do M., powiedział, żebym wyjrzała na dwór, czy kabel jest w porządku – wyjrzałam i rzeczywiście, ktoś przeciął kabel! Kto wie, może to nawet J., który w ten sposób chciał sprowokować, żeby ktoś (wiadomo, kto) wyszedł na dwór naprawić kabel… Jakim trzeba być prymitywem, żeby komuś tak po prostu wyrządzić szkodę… a przecież żeby taki kabel przeciąć (podwójnie ekranowany), to potrzeba albo cążek, albo ostrgo noża… tak więc ktoś zadał sobie przy tym sporo trudu… może i dobrze, że M. już wyjechał dzisiaj rano, bo kto wie, może o to chodziło… a tymczasem nie mam telewizji

Nie jestem

nie jestem godny
twojego spojrzenia
nie jestem wart
twojego uśmiechu

powiadasz
złudzenia

ja nie poszukuję
innych złudzeń
daleko od ciebie
od twoich ramion twoich ust

mnie nie potrzeba
innych oczu innych dłoni
innych słów innych zachwytów
innych pieszczot innych podniet

tylko ciebie