… od ostatnich odwiedzin F. tutaj – nic dziwnego, po pracy jest cały czas (prawie) ze mną, tak więc poezja oddalenia ustąpiła miejsca prozie codzienności. Na dodatek mamy teraz inne, bardziej konkretne zmartwienia. Jakkolwiek jest nadzieja, że wkrótce ten najważniejszy problem – finansowy – zostanie rozwiązany, że znajdę w końcu pracę, to jednak jeszcze za wcześnie na „odsapkę”… a potem? F. twierdzi, że nie przeszkadzałoby jej to, gdybym przyjeżdżał tylko na weekendy – może i tak by było… może to nam obojgu by dobrze zrobiło, mieć więcej czasu dla siebie… ale czy nie brakowałoby jej kogoś, kto jest przy niej blisko, troszczy się o nią, przytula, kiedy zmęczona wraca z pracy…? Czy takie „weekendowe małżeństwo” to naprawdę to, co by ją satysfakcjonowało? W końcu Drezno (jeżeli zostałbym w Dreźnie) nie jest tak daleko – w razie czego zawsze mogę podskoczyć do Wrocławia. Jeżeli ma się pieniądze, dobry samochód, to ta odległość nie jest zbyt duża…
Jedno jest faktem, działalność mi nie służy, a jeszcze mniej mojemu portfelowi. Jak sobie pomyślę, że każdego miesiąca na moje konto mogłaby wpływać suma, którą teraz z trudem zarabiam i od której nie musiałbym już nic płacić, ani ubezpieczeń, ani podatków… to stać by mnie było nie tylko na utrzymanie tego mieszkania we Wrocławiu, ale i na urządzenie mieszkania w Dreźnie, na zakup potrzebnych mebli, lodówki, pralki… stać by mnie było nawet na odłożenie co miesiąc pewnej sumy, na wiele innych przyjemności, moglibyśmy chodzić z F. do teatru, na koncerty. Wyjeżdżać na atrakcyjne urlopy… mógłbym dostać bez łaski kredyt na lepszy samochód dla siebie (jeżeli nie będę miał firmowego), dla F. Może nawet kupić duży, nowoczesny telewizor, laptopa… ach… pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają na dużo przyjemności, jak się już to szczęście ma