Jutro nasza rocznica…

SONY DSC

Dokładnie 26 czerwca o 11:30 spotkaliśmy się po raz pierwszy od szkolnych czasów –  tak rozpoczęła się nasza wspólna droga. Po latach odżyła młodzieńcza, ongiś niespełniona miłość – ale tym razem dojrzała, świadoma, wsparta doświadczeniem minionych lat. Miłość tym razem odwzajemniona, spełniona.

Niech ta miłość trwa – niech będzie naszym światłem i naszą gwiazdą przewodnią przez rozdroża codziennych trosk. Razem pokonamy każdą przeszkodę, osiągniemy każdy cel – ale najważniejsza jest ta bliskość, oddanie, zaufanie i wzajemny szacunek – wszystko to, co miłość nam daje – właśnie…

smutno…

… mi… Do diabła!

Jak orchidea pośród polnych kwiatów
ze wszystkich kobiet najpiękniejsza
Czarodziejko wieczornej godziny
jedyna moja Miłości

Uplotłem koszyk z księżycowej poświaty
żeby zebrać naręcza słów jak obłoki
ustawić je za sobą w równym szeregu
dla Ciebie Kochana

Ze wszystkich słów najpiękniejsze Twoje imię
niosę w ciemną noc jak pochodnię
modlitwy która zbawi mnie i zaprowadzi
do Twoich ust

Jolanto… Jolu najsłodsza…

Morze

 

Pomimo smutku jestem jakoś dziwnie natchniona i spokojna. Popijam whisky z colą i utwierdzam się po raz kolejny w przekonaniu, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Najbliższy przykład to brak w moim pokoju zasięgu w necie. Gdyby nie to, nie siedziałabym przy oknie w kawiarnianym pomieszczeniu hotelu, za którym mam wspaniały widok morza, jak na dłoni. Hotel  położony jest na skarpie i siedząc przy oknie ma się wrażenie, że woda sięga budynku hotelu.  Mój pokój położony jest od strony miasta i nie ma tam widoku na morze, ale to też ma swój plus, przy wczorajszym sztormie mogłam spać przy otwartym oknie, a dzisiaj czytać na balkonie. Kilkanaście minut temu zaszło słońce, nawet utrwaliłam jego zachód zdjęciami będąc na spacerze wieczornym wzdłuż brzegu morza.

Morze dzisiaj uspokoiło się znacznie. Bardzo sympatycznie i urokliwie tutaj.  Jestem sama,  gra telewizor, a za ścianą z akwariów (przelewanie wody dodatkowo nastraja) pani w recepcji.  Piszę z moim Mężczyzną i wirtualnie jesteśmy blisko. Skończyło mi się picie, chyba czas na odpoczynek. Obawiam sie tylko telefonu, może jutro będą lepsze wieści?

Cień

czasem przemykam pod ścianą
jak cień bezsennego księżyca
w chybotliwym blasku
starych gazowych latarni

czasem zatrzymuję się
żeby zerwać kwiat paproci
żeby zostawić na murze
ciepłe wspomnienie mojej dłoni

kiedy nikt nie czyta moich słów
kiedy nikt nie próbuje odgadnąć moich myśli
kiedy nikt nie wypatruje w mroku mojej sylwetki
wtedy jestem tylko cieniem…

Nieświadomość

kto nie poznał smaku twoich ust
ten nie wie co to jest prawdziwa słodycz

kto nie doświadczył twoich pieszczot
ten nie wie co to znaczy spłonąć w ogniu namiętności

Kto nie odnalazł się w twoich oczach
ten nie zna dróg przez bezdroża galaktyk

kto nie spotkał ciebie
ten nie wie co znaczy miłość

Tej Jedynej

jedwabistość Twych włosów i skóry aksamit
śpiewam pieśnią anioła wygnanego z raju
pod księżycem i niebem splątanych obłoków
gdzie jabłoń i gdzie wierzba na drogi rozstaju
Ty – zmysłów nasycenie – w malinach i w ustach
spełniasz więcej niż każde słodkie przyrzeczenie
i gdy wieczór nadchodzi w mglistej pelerynie
wódź mnie wódź na manowce i na pokuszenie
zapisz na mych powiekach obraz Twojej twarzy
zaczaruj na mych dłoniach zapach Twego ciała
bądź mi moim zbawieniem i bądź moją zgubą
Ty – Kobieto – jedyna – piękna – doskonała…

Nocne rozterki

przecież nieba bym chciał ci przychylić a tymczasem nie udaje mi się nawet rozchmurzyć twojej twarzy kiedy myślisz o tych wszystkich problemach o tym jak przeżyć kolejny miesiąc z czego odłożyć na wakacje z czego w ogóle cokolwiek odłożyć kiedy przyjdzie zapłacić za prąd zużyty w zimie na ogrzewanie a ja chciałbym odjąć ci tych wszystkich trosk i mnie samemu jest tak trudno też liczę każdy grosz i wyrzucam sobie że wydałem za dużo pieniędzy na lekarstwa i myślę nieustannie jak rozwiązać te wszystkie problemy i jak dać ci choć odrobinę nadziei na lepsze jutro a może nawet lepsze jutro i wszystko co potrafię to wstawać rano i iść do pracy dobrze że jest ta praca ale zbyt długo czekałem zbyt długo trwało to zanim zdecydowałem ostatecznie rzucić moją działalność powinienem był to zrobić już kilka miesięcy wcześniej teraz mielbyśmy wiele za sobą i kilka wydatków mniej ale ja ciągle jeszcze miałem nadzieję że się uda że będę w ten sposób blisko ciebie ale cóż z bliskości kiedy nie ma czym zapłacić za mieszkanie kiedy nie starcza na chleb poecie to dobrze opiewać miłość żebraczą ale życie to nie poezja i miłością się nie nasycisz a ja przecież chciałbym ci nieba przychylić gwiazdkę podarować i księżyc rzucić do twoich stóp a tymczasem nie udaje mi się nawet przyjechać do ciebie choć na weekend nie wiem co będzie jutro może będę potrzebował tych pieniędzy na coś ważnego ale czy może być coś ważniejszego od twoich oczu od twoich ust od twojej przenajsłodszej i błogosławionej bliskości tak wiele mogłoby być inaczej ale jutro wstanie ten zwykły szary dzień i znowu będę pracował zamartwiał się i czekał na cud na to że wszystko się rozwiąże że dostanę kredyt albo chociaż dyspozycję na moje konto już mi dawno obiecują i ciągle coś się zmienia a sami wyrzucają miliardy na wspieranie lekkoduchów i leni a ja przecież tak niewiele bym chciał tylko wyjść z tego dołka wyjść na prostą pracować zarabiać żyć jak człowiek cieszyć się każdą chwilą a najbardziej tymi naszymi wspólnymi bo ja przecież chciałbym ci nieba przychylić a tymczasem idę spać pełen rozterek i lęku o to co będzie jutro pojutrze przy moim pechu tyle jeszcze może się przydarzyć a ja przecież chcę ci tylko powiedzieć jak bardzo ciebie kocham i wiesz że odejmę sobie od ust żeby dać ci choć cień nadziei na rozgwieżdżone niebo na wiosnę na słońce na błękitne niebo 

Kocham Cię

… teraz i zawsze
gdziekolwiek rzuci nas los
cokolwiek zgotuje nam życie
w zdrowiu i w chorobie
w zwiewnych letnich porankach
i w długich zimowych wieczorach
gdy Twoje dłonie pieszczą czule moją twarz
i gdy Twoje oczy ciskają błyskawice gniewu
gdy wtulasz się we mnie stęskniona
i gdy odwracasz się ode mnie
niezadowolona
gdy uśmiechasz się radośnie
i gdy zamykasz się w sobie
nieszczęśliwa
smutna i zagubiona
na początku drogi

Noc styczniowa

Długo sen nie przychodzi – choć ciążą powieki
i głowa coraz niżej nad książką się chyli…
Wiatr potrząsa latarnią i w wieczności chwili
jest jeszcze nieb atrament i księżyc daleki.

Jedną tylko modlitwę powtarzam bez końca
i jedno wypowiadam imię jak zaklęcie,
wzlatując myślą moją jak motyl – do słońca…
W północnych mgieł bezdroża, w mroczne wniebowzięcie.

Z obrazów i z minionych okruchów wspomnienia
zbieram jak nektar jutra słodką obietnicę
i zanim się na wieczność twą twarzą zachwycę
otulę się w posłanie z północnego cienia