I następne święta za pasem. Pogoda jak przed Bożym Narodzeniem, zimno, tylko dzień troszeczkę dłuższy ale mroźno. Dzisiaj już wtorek, wczoraj były imieniny szefowej. Impreza była przy suto zastawionym stole, Maria się postarała. Były sałatki, galaretki drobiowe, kuleczki mięsne i moja ulubiona melba w wykonaniu mamy szefowej. Trochę mi zepsuła nastrój przesyłka z urzędu celnego, namieszało się, Dawid nie potrafił mi dobrze wytłumaczyć i musiałam po pracy odkręcać pomyłkę na poczcie u naczelnika. Wieczór zrobiliśmy sobie leniwy popijając drinka, aczkolwiek trochę czasu poświęciłam na porządek w kuchni, odkurzyłam dokładnie podłogę w sypialni i przedpokoju, a nawet poćwiczyłam, co prawda nie cały trening ale dużo brzuszków. Zaraz po pracy jadę do banku zasilić konto i sprzedać euro.
Następny dzień
Wczoraj wieczór miałam nerwowy za sprawą kłopotów z internetem, wydzwaniałam na infolinię, coś jest nie tak, albo za słabe łącza albo licho wie. W ciągu 48 godzin ma się zgłosić monter. Dosyć późno trafiłam na bardzo dobry film Jandy „Pestka”. Nie czytałam książki ale było o niej głośno. Film (na „Kulturze”) od razu mnie wciągnął, sama obsada mówiła za siebie. Zdzisiu zadzwonił i też się przyłączył do oglądania. Film mnie bardzo poruszył a w szczególności zagmatwana sytuacja emocjonalna bohaterów, tym bardziej, że są to moi ulubieni aktorzy. Wiadomo, Olbrychskiego uważam za najlepszego polskiego aktora a Jandę…? Bardzo doceniam jej talent, podoba mi się jej temperament i gra, chociaż nie w każdej roli, w starszych filmach jej nie trawiłam, to nie był mój typ kobiety ani role przez nią grane nie były mi za nic bliskie. Zawsze miała ambitne, charakterystyczne role z głębią. Mój podziw dla jej gry, tak naprawdę, zaczął się po „tryptyku kulturalnego” w Teatrze Polskim gdzie grała (w piątek) „Shirley Valentine”, (w sobotę) Marię Callas, (w niedzielę) Marlenę Dietrich i trwa coraz większym stopniu do dzisiaj.
Po filmie byliśmy zgodni, dyskutowaliśmy o treści dopóki Zdziś nie wyskoczył z formą i wielkimi pochwałami dla reżyserii. Poczytał sobie opinie i nastawiony przez nie chciał się popisać. Czułam niedosyt rozmowy o treści, ponieważ losy bohaterów bardzo mnie poruszyły. Pestka- to ta głębia, każdy ją ma, ciało gnije, psuje się ale pestka zostaje, jest ważniejsza – rola Agaty- coś w tym rodzaju. To jest bardzo dobra sztuka, przede wszystkim dotyka wrażliwych miejsc, konfrontuje wnętrze i uczucia wrażliwego człowieka z warunkami zewnętrznymi, społecznymi układami, opiniami… Bezradność, lęk, potęga miłości?

I pokłóciliśmy się przed spaniem, On skwitował, że to był smutny film. Mnie drażniła jego powierzchowność, skupianie się na formie albo rozpraszanie- wszystko jedno! Ja identyfikowałam się z bohaterką i rozumiałam jej zachowanie i byłam głęboko poruszona. W dodatku tak mnie rozbolał żołądek, że budziłam się w nocy, a już nad ranem nie spałam, nie miałam siły wstać i postanowiłam zostać w domu i trochę się wykurować. Wstałam, właściwie to zwlekłam się z łóżka w południe aby zrobić sobie coś do picia i zjedzenia. Bolała mnie głowa i było mi niedobrze od żołądka. Teraz jeszcze mnie boli ale już lepiej… Wieczorne placuszki, ciężkie wino, 200 brzuszków na siłę i nerwy-ot i skutek nerwuski.




Dobrze mi tu, odpoczywam, mam dużo czasu dla siebie, dla rozwijania swoich zainteresowań, na poukładanie myśli, zaległości kulturalne i intelektualne.
