Pierwsza rocznica

Przed rokiem – 24 stycznia 2014 – w urzędzie stanu cywilnego w Fürth zawarliśmy związek małżeński – oficjalne i formalne ukoronowanie naszej miłości. Dziękuję Ci za to, że zgodziłaś się zostać moją żoną i dołożę wszelkich starań, żebyś nigdy tego kroku nie pożałowała.

Najserdeczniejsze życzenia…

Mała dziewczynka na huśtawce

U taty na rękach
Z mamą i siostrą – w białym płaszczyku

W białej bluzeczce i granatowej spódniczce
Pełna napięcia na egzaminie maturalnym
Uśmiechnięta na maturalnym balu

Za barem – królowa dyskoteki
pożądana i podziwiana
tańcząca Cyganka na parkiecie

W kostiumie na komunii synka
W sukni na weselu
Zamyślona w sylwestrową noc

W burzy czarnych loków przy wejściu na scenę
Niedostępna i nieodgadniona
Otoczona niezmiennie kręgiem wielbicieli

Ty

Jak to się stało
Że mnie – zwykłemu śmiertelnikowi –
Wolno jest składać codziennie na Twoim ołtarzu
Moje zakochane serce…?

Znak losu, ciąg dalszy

Często w życiu miałam wrażenie, że coś mnie prowadzi. Różnie to interpretowałam, coś w rodzaju Anioła Stróża albo przeciwnie – kuszenie Szatana. Ciągle byłam w konflikcie ze sobą, z moim idealistycznym, kolorowym widzeniem świata, konfrontacja z otoczeniem, z szarą codziennością była zwykle bolesna dla mnie. Moje rozdarcie wewnętrzne pogłębiało nerwicę. Brat wyjechał z J. do pracy, do Niemiec. Tam remontowali dyskoteki i tam narodził sie pomysł na dyskotekę tutaj. Brat zainicjował, rozkręcił pomysł i wszystko potoczyło się tak szybko, wygralismy przetarg na dzierżawę, potem w rekordowym tempie (remont i załatwianie wszystkiego zamknęliśmy w miesiącu) zarejestrowaliśmy spółkę i na „wariackich papierach” zaczeliśmy zupełnie nam nieznaną działalność rozrywkową, dopiero w trakcie pojawiały się braki typu brak jakichś odbiorów ale to były jeszcze dobre czasy dla prywatnej inicjatywy a działalnoiść nasza okazała się strzałem w dziesiątkę. Otworzyliśmy największą dyskotekę w O. w Pałacyku pod Blachą (byłym kasynie wojskowym) z pięknym, przyległym terenem, który doprowadziliśmy do stanu używalności, świetności. Wzrósł nasz prestiż, popularność. Za barem i nie tylko za barem, w urzędach, zaczęłam nabierać poczucia własnej wartości, urody, kobiecości, miałam wokół wielbicieli i nie chodzi mi tylko o wypitych klientów… Czułam się pewniej w kontaktach z ludźmi. Moje zachowanie, moje ruchy stawały bardziej zdecydowane, zmysłowe… Mam naturę kokietki, żywą uczuciowość i potrzebę przeżywania. Ale przecież byłam żoną zaborczego, chamskiego typa, ojca trójki moich dzieci i zależna od niego pod wieloma względami. Lęk nie powstrzymał mnie od przeżywania pięknych chwil. Moje dotąd skrywane potrzeby, pragnienia obudziły się i nic nie mogło ich powstrzymać.

Zapisane chwile

Święto, dzień leniwy… Wstałam koło południa, gdzieś przed 11, nie ćwiczyłam rytuałów, nie wskazane przy okresie, toteż miałam wytłumaczenie dla siebie, nastawiam na kawkę i zrobiłam sniadanko. Po rozmowie telefonicznej z moim M. i życzeniach miłego dnia, zabrałam się za zdjęcia, ach, jest tego tyle i ciągle nieuporzadkowane. Już nie ogarniam, tyle czasu schodzi. Janusz zadzwonił o pieniądze, rozliczyłam go i przyjechał po 13, w drodze na wesele do Piotrka. Wyniosłam mu do samochodu.

Potem przyszedł czas na obiad, odgrzałam zupkę, usmażyłam rybki, potem jadłam, jadłam… I musiałam uprzatnąć zdjęcia, jeszcze nie całkiem poukładane. Około 17 wybrałam się z książką Urszuli Dudziak do parku na ławeczkę poczytać i trochę pobyć na powietrzu, trochę na słoneczku. Nie jest już tak ciepło, a ja byłam z gołymi nogami w japonkach i letniej wygodnej sukience więc szukałam miejsca w słońcu. Pustą ławkę w słońcu, znalazłam blisko kościoła. Przyjemnie było. Z poczatku, na ławce po drugiej stronie siedziały dwie młode mamuśki, były dosyć głośnie i nie przebierały w słowach. Ale na szczęście wyniosły się szybko. Potem zaczepiło mnie dwóch chłopaków ale spojrzałam na nich pytająco, przesunęłam koszyczek do siebie i założyłam na rękę, tak jakbym bała się, że mogą mi zabrać, wycofali się, pewnie z daleka myśleli, że jestem młodsza. Długo był spokój i z wielką ciekawością chłonęłam opowiadania Urszuli, ale nie dane mi było dłużej tam zostać. Zbliżał się starszy, duży facet, mógł mieć 65 góra 70 lat i z daleka:- jakie ma pani piękne nóżki, tylko całować, chciałoby się schrupać. Jestem dojrzały i znam się na tym, śliczne nóżki, tylko pieścić, wiem co mówię. Mówi to były kierownik socjalny Aspy. Wypiłem trochę, jestem wdowcem i zaczął się przysiadać. Przepraszał ale dalej był namolny. Z początku nie mogłam sie powstrzymać od głośnego śmiechu ale jak się przysiadł, wiedziałam, że trudno będzie się go pozbyć, więc wstałam i wróciłam do domu. Zrobiłam kawkę i poczułam głodzik, pora na kolację…

Znak losu

Los nam daje znaki, czasami przyspiesza bieg rzeczy. Musimy tylko dostrzegać jego znaki i właściwie interpretować, oczywiście pozytywnie. Jest kilka ważnych zwrotów w moim życiu, w moim dojrzewaniu. Przekonałam sie, że nie można być biernym i poddawać się prądom życia, które niosą nas mimo woli i przekonania co do słuszności ich kierunku. Płynąć z prądem jest prościej, nie ryzykujemy (tak nam sie wydaje) wywrotki, łatwo ulegamy rutynie… Pierwszy, ważny mój zwrot, to czas samotnej matki, kobiety, kochanki, bez szans na szczęście. Ulegałam nastrojom destrukcyjnym, wyniszczałam swoje zdrowie. Był to pewnego rodzaju bunt ale skierowany przeciwko sobie. Kiedy w wieku 31 lat, mając już trójkę dzieci, po wyjściu z kliniki, w któej się znalazłam wskutek autodestrukcji, nerwicy wegetatywnej, spojrzałam w lustro i dostrzegłam w nim plamę, szarą plamę bez wyrazu, radości i chęci życia, zaczęłam się zastanawiać nad sensem swojego życia: przecież nie chcę tak żyć, tak wyglądać… Albo dążyć do tego aby moje życie nabrało barw, radości, albo od razu usunąć się z niego, nie zarażając swoim nieszczęściem innych i już nie znosić więcej upokorzeń… Postanowiłam odwrót i zaczęłam pracę nad sobą. Czułam się osamotniona, zakompleksiona, słaba… Jednak obiecałam sobie, że nie będę płakała i cierpiała z powodu jakiegokolwiek faceta, w rzeczywistości mój mąż sprawił to, że nienawidziłam wszystkich mężczyzn (no, może nie do końca wszystkich), nie mogłam się pogodzić z takim przedmiotowym traktowaniem kobiet w zapyziałym, wiejskim środowisku!

C.d.n.

Dzisiaj nasza czwarta rocznica

– Cztery lata temu spotkaliśmy się po raz pierwszy tak naprawdę… po miesiącach pisania ze sobą, marzeń, fantazji i tęsknot stanęliśmy naprzeciwko siebie – pierwszy pocałunek – pierwszy dotyk… potem skryta randka w hotelu, pierwsze czułości, pieszczoty, pierwsza bliskość, zespolenie spragnionych ciał… z młodzieńczych nieśmiałych tęsknot, ze skrytego zakochania powstała namiętna i ognista miłość, dojrzała i głęboka… Wtedy jeszcze nie mieliśmy planów na przyszłość, nie wiedzieliśmy, co nam przyniesie los. Cieszyliśmy się sobą i chwilą… Teraz jesteśmy już razem, w sercach i myślach – nasza miłość umacnia się i pogłębia… i cieszymy się na wspólną przyszłość…

– Tak, cieszymy… Cztery lata temu, to była ciekawość siebie, ciekawość nowego… Nawet w najśmielszych myślach nie sądziłam, że porzucę dotychczasowe życie, dorobek całego życia dla nowego życia, pragnienia, dla miłości. Udało się, kosztowało ale warto było! Teraz dojrzałe uczucie, świadomość siebie, swoich potrzeb, pragnień, wyborów… Przy Tobie mogę być sobą, żyć tak jak chcę…  Kocham Cię Misiaczku…

Wołanie

Jak mam Ciebie zawołać
kiedy pośrodku nocy
wystygło już Twoje miejsce
obok mnie na poduszce?

Jak mam Ciebie zawołać
kiedy o poranku
moja wyciągnięta dłoń
dotyka Twojego ramienia?

Jak mam Ciebie zawołać
kiedy w żarze południa
stoję zagubiony na rozstajach
dróg wiodących do nikąd?

Jak mam Ciebie zawołać
kiedy na wieczornym niebie
jak pierwsze gwiazdy zapalają się
we mgle uliczne latarnie?

W samotności nieprzespanych nocy
W miłosnym uniesieniu o poranku
W trudzie codziennej wędrówki

Na pustyni wyziębłej pościeli
Na falach rwącej rzeki czasu
Na bezkresach Mlecznej Drogi

Zawołam Ciebie
najpiękniejszym imieniem:
Jolanto!

Perspektywy widzenia

Wiadomo, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Jest jeszcze kilka tego typu mądrości życiowych : „jak wejdziesz między wrony musisz krakać tak jak one”, „z kim przystajesz takim się stajesz” i jeszcze: „nie daleko pada jabłko od jabłoni”.  Oczywiście, jest tak! Jakże więc trudno wyrwać się, uwolnić od schematów, nawyków utrwalonych przez długie lata? Najtrudniejsze do zmiany są schematy myślowe, wszystko ma początek w naszej głowie. Z niej się biorą również nasze choroby (psychosomatyczne). Nie wszyscy jednak potrzebują zmian. Hierarchia priorytetów życiowych jest inna dla różnych typów osobowości. Inna dla osoby z parciem na sukces po trupach, zupełnie inna dla wrażliwej, pełnej ideałów.  A wszystko to jest jeszcze zamknięte w ramach środowiska w jakim się wychowuje, dojrzewa. Jest jeszcze coś takiego jak szczęście, los zapisany w hologramie naszego istnienia?