Kocham Cię

… teraz i zawsze
gdziekolwiek rzuci nas los
cokolwiek zgotuje nam życie
w zdrowiu i w chorobie
w zwiewnych letnich porankach
i w długich zimowych wieczorach
gdy Twoje dłonie pieszczą czule moją twarz
i gdy Twoje oczy ciskają błyskawice gniewu
gdy wtulasz się we mnie stęskniona
i gdy odwracasz się ode mnie
niezadowolona
gdy uśmiechasz się radośnie
i gdy zamykasz się w sobie
nieszczęśliwa
smutna i zagubiona
na początku drogi

Noc styczniowa

Długo sen nie przychodzi – choć ciążą powieki
i głowa coraz niżej nad książką się chyli…
Wiatr potrząsa latarnią i w wieczności chwili
jest jeszcze nieb atrament i księżyc daleki.

Jedną tylko modlitwę powtarzam bez końca
i jedno wypowiadam imię jak zaklęcie,
wzlatując myślą moją jak motyl – do słońca…
W północnych mgieł bezdroża, w mroczne wniebowzięcie.

Z obrazów i z minionych okruchów wspomnienia
zbieram jak nektar jutra słodką obietnicę
i zanim się na wieczność twą twarzą zachwycę
otulę się w posłanie z północnego cienia

Za oknami

Za oknami za szybami
wiszącymi gałęziami
noc się włóczy po ulicach
po kałużach i księżycach

Za oknami za szybami
po chmurami i gwiazdami
mgła otula mroczne liście
mgliście dżdżyście i srebrzyście

Za oknami za szybami
milczącymi wspomnieniami
wszystkie drogi nieistotne
słowa puste dni samotne

Za oknami za szybami
chwila ciszy między nami
dotyk dłoni ust muśnięcie
rozgwieżdżone wniebowzięcie

Czas

czas spełnienia czas milczenia
czas sennego zapomnienia
czas tęsknoty chmur i słoty
bez dotyku bez pieszczoty

czas biegnący czas raniący
tęsknot cichych nie kojący
między nami poza nami
pod drzewami obłokami

czas cichości czas radości
czas bliskości i miłości
pocałunku i objęcia
pod gwiazdami wniebowzięcia

Czas spełniony

jeszcze jedna chwila

opadający z laurowego wieńca wyschnięty liść
rozcina ostrą krawędzią brzemienność czasu

na przystanku pomiędzy
gałęzią kwitnącej akacji
i niespokojnym oddechem
jak po długim biegu
czekamy

pierwsze słowo nie padnie
jak ziarno na skalisty grunt
usta stworzone do wypowiadania
innych słów rozchylone
w niemym zachwycie

w lustzanej powierzchni stawu
odbija się odbicie księżyca
za zasłoną wierzbowych gałęzi
przyczaił się mrok

zanim zamkniemy znużone powieki
spełni się nasz czas

Klatka

dalekich fal horyzonty
szum wiatru w gałęziach sosen
można zamknąć w klatce
zaborczych palców i dłoni

postawić serce na straży
otoczyć kordonami myśli
związać czułymi słowami
spętać przysięgami miłości

choć czasem trudno
oddając siebie bez reszty
nie pragnąć niczego dla siebie

zostawię zawsze dla ciebie
drzwi na oścież otwarte

Dłonie

twoje dłonie dotykają
mojej twarzy moich policzków
czerwień paznokci
jak krople krwi w moich włosach

delikatne jak aksamit
czułe jak muśnięcie
porannej bryzy

przynoszą ukojenie
rozchylają kurtynę
teatru tajemnic

nie pozwolę
żeby codzienność
odebrała twoim dłoniom
jedwabistą miękkość

Spór

Oczy twoje ciskają błyskawice
usta twoje wypowiadają słowa
których może będziesz żałować

W tym momencie nic nie jest ważne
tylko twój gniew twoja złość
twoje rozczarowanie i żal

I kiedy odwracasz się do mnie plecami
obiecuję ci że nigdy ciebie tak nie zostawię
i nie odejdę

Miłość

Schylonej nade mną
twoje włosy łaskoczą
moją twarz

Oddechy nasze
wypełniają przestrzeń
pomiędzy wargami

Wspartej na mojej piersi
oczy jeszcze zamglone
usta jeszcze rozchylone

Na progu nadchodzącej nocy
przyrzekam ci
że będę ciebie kochał

dopóki bije moje serce…