Kategoria: Serce płonące
Noc styczniowa
Długo sen nie przychodzi – choć ciążą powieki
i głowa coraz niżej nad książką się chyli…
Wiatr potrząsa latarnią i w wieczności chwili
jest jeszcze nieb atrament i księżyc daleki.
Jedną tylko modlitwę powtarzam bez końca
i jedno wypowiadam imię jak zaklęcie,
wzlatując myślą moją jak motyl – do słońca…
W północnych mgieł bezdroża, w mroczne wniebowzięcie.
Z obrazów i z minionych okruchów wspomnienia
zbieram jak nektar jutra słodką obietnicę
i zanim się na wieczność twą twarzą zachwycę
otulę się w posłanie z północnego cienia
W oczekiwaniu
W oczekiwaniu na sen
piję taniego bourbona
którym wzgardziłaś
Jeszcze ta noc nas dzieli
łóżko szczerzy się do mnie
samotną poduszką
Nie chcę jeszcze spać
choć wiem że jutro
czeka mnie daleka droga
pod gwiazdami wstążka autostrady
w czerni i granacie
Za oknami
Za oknami za szybami
wiszącymi gałęziami
noc się włóczy po ulicach
po kałużach i księżycach
Za oknami za szybami
po chmurami i gwiazdami
mgła otula mroczne liście
mgliście dżdżyście i srebrzyście
Za oknami za szybami
milczącymi wspomnieniami
wszystkie drogi nieistotne
słowa puste dni samotne
Za oknami za szybami
chwila ciszy między nami
dotyk dłoni ust muśnięcie
rozgwieżdżone wniebowzięcie
Czas
czas spełnienia czas milczenia
czas sennego zapomnienia
czas tęsknoty chmur i słoty
bez dotyku bez pieszczoty
czas biegnący czas raniący
tęsknot cichych nie kojący
między nami poza nami
pod drzewami obłokami
czas cichości czas radości
czas bliskości i miłości
pocałunku i objęcia
pod gwiazdami wniebowzięcia
Czas spełniony
jeszcze jedna chwila
opadający z laurowego wieńca wyschnięty liść
rozcina ostrą krawędzią brzemienność czasu
na przystanku pomiędzy
gałęzią kwitnącej akacji
i niespokojnym oddechem
jak po długim biegu
czekamy
pierwsze słowo nie padnie
jak ziarno na skalisty grunt
usta stworzone do wypowiadania
innych słów rozchylone
w niemym zachwycie
w lustzanej powierzchni stawu
odbija się odbicie księżyca
za zasłoną wierzbowych gałęzi
przyczaił się mrok
zanim zamkniemy znużone powieki
spełni się nasz czas
Klatka
dalekich fal horyzonty
szum wiatru w gałęziach sosen
można zamknąć w klatce
zaborczych palców i dłoni
postawić serce na straży
otoczyć kordonami myśli
związać czułymi słowami
spętać przysięgami miłości
choć czasem trudno
oddając siebie bez reszty
nie pragnąć niczego dla siebie
zostawię zawsze dla ciebie
drzwi na oścież otwarte
Dłonie
twoje dłonie dotykają
mojej twarzy moich policzków
czerwień paznokci
jak krople krwi w moich włosach
delikatne jak aksamit
czułe jak muśnięcie
porannej bryzy
przynoszą ukojenie
rozchylają kurtynę
teatru tajemnic
nie pozwolę
żeby codzienność
odebrała twoim dłoniom
jedwabistą miękkość
Spór
Oczy twoje ciskają błyskawice
usta twoje wypowiadają słowa
których może będziesz żałować
W tym momencie nic nie jest ważne
tylko twój gniew twoja złość
twoje rozczarowanie i żal
I kiedy odwracasz się do mnie plecami
obiecuję ci że nigdy ciebie tak nie zostawię
i nie odejdę
Miłość
Schylonej nade mną
twoje włosy łaskoczą
moją twarz
Oddechy nasze
wypełniają przestrzeń
pomiędzy wargami
Wspartej na mojej piersi
oczy jeszcze zamglone
usta jeszcze rozchylone
Na progu nadchodzącej nocy
przyrzekam ci
że będę ciebie kochał
dopóki bije moje serce…
