Kiedy kończy się zakochanie i zaczyna miłość, kiedy potajemne spotkania zamieniają się w codzienną bliskość, pora też zmienić kąt widzenia naszego wspólnego życia. I nie chodzi tu bynajmniej o to, że „przyzwyczajenie”, że „leniwość zmysłów” i że „miłość nam spowszedniała”. Wręcz przeciwnie – miłość w codzienności, w nieustannym zmaganiu się z mniejszymi lub większymi problemami, rozwija się i umacnia. Z wątłego kwiatu, z małej roślinki zamienia się w ogromne, mocarne drzewo, sięgające korzeniami głębin, a koroną – obłoków.
Dlatego chyba nic w tym dziwnego, że postanowiłem – już pisałem o tym – niejako „ucodziennić” ten blog, żeby był w dalszym ciągu tym, czym miał być na początku: trybutem dla naszej miłości.
Może niedługo udostępnimy większą część blogu wszystkim odwiedzającym. Po to, żeby pozostać w pamięci. Zastanawiam się nawet nad przeniesieniem tego blogu na platformę WordPress, żeby nie zniknął po moim odejściu.
