Dawno tu nie byłam. Zdzisiu usuwał wirusa, który rozprzestrzenił się na naszych stronach a także na Va. Jestem od tygodnia u Zdzisia, u nas w FURTH. Załatwiłam zwolnienie, kręgosłup mi ostatnio bardzo dokucza, zaniedbałam ćwiczenia, dostałam tydzień wolnego i mój Misiaczek zabrał mnie ze sobą. Tu wypoczęłam, wygrzałam się, poleniuchowałam. Codziennie masażyki, pieszczoty i jeszcze raz pieszczoty…

Mamy siebie trochę więcej i częściej zarówno w codzienności jak i w alkowie. Dobrze nam ze sobą. Ale wszystko co dobre szybko się kończy, jutro wracam, jedziemy do Wrocławia, od poniedziałku znowu kierat. Lokale do wynajęcia, w pracy nazbierało się zaległości, a za tydzień przyjeżdżają dzieci: Paweł, Anetka z Niusią. Dzisiaj podczas kolacji w restauracji chińskiej, na którą zabrało mnie moje Kochanie, zadzwonił Paweł z Niusią. Sama Nina zaczęła rozmowę, robi postępy. Oczywiście bylo: -Ciupiłaś cioś, a cio ciupiłas? itp. Jak słyszę jej głosik to buzia mi się cieszy i serduszko mięknie. Jesteśmy po obfitej, wspaniałej kolacji: kaczka na rozgrzanej formie, z warzywami i dobre czerwone wino. Pyszna, chrupiąca… Teraz relaksujemy się przy drinku, a zaraz poleniuchujemy przed telewizorem.
