Mgliście

moje godziny przepływają obok
jak obłoki po szarym jesiennym niebie
bez pieszczoty bez pocałunku
bez promienia słońca dotykającego delikatnie
późno dojrzewające poziomki

czas mój jest otulony mgłą
od okna do drzwi rozpościera się
mój wszechświat przedzielony
czekaniem na dzwonek telefonu
do drzwi przecież nikt nie zadzwoni

oczy moje szukają pod powiekami
zatrzymanego obrazu minionych chwil
dłonie moje szukają obok mnie na pościeli
wspomnienia krągłości twoich ramion
niecierpliwej gorączki twoich ud