tak daleko stąd do nieba
stromych schodów zaplątanie
wody łyk i kąsek chleba
znaczą moje zmartwychwstanie
tak daleko do twych dłoni
dotyk ich na mojej twarzy
i w minionych chwil pogoni
sen co już się nie przydarzy
czas co kurczy się na zimnie
drżąc w przestrzeni nocnym drżeniem
i że już nie jesteś przy mnie
i że tylko to wspomnienie
ust twych słodycz zamyślenia
tuż przed linią nieboskłonu
przyszłych czasów nie odmienia
jak dźwięk weselnego dzwonu
jeszcze tylko w środku nocy
kropla księżycowej rosy
zawilgoci moje oczy
i rozsrebrzy twoje włosy
