Tego się bałem…

… że nadejdzie ten moment, kiedy J. spróbuje wziąć F. na litość… na groźbę samobójstwa… on mógłby to zrobić – nie z desperacji, ale żeby F. zepsuć życie… żeby ją napiętnować winą i zniszczyć spokój jej ducha, a tym samym jej przyszłość… nie wiem, czy ona byłaby w stanie podjąć normalne życie, mając nad sobą ten cień… pewnie tak… ale to by ją kosztowało wiele cierpień i wyrzeczeń…

Modlę się za nią, żeby miała siłę. Żeby wytrwała… Wiem, jak to trudno, nawet, jeżeli się tego kogoś nie kocha, stanąć oko w oko z groźbą samobójstwa tej osoby…

Modlę się… nic innego teraz nie mogę zrobić…

Jedno w tym wszystkim jest pewne. Cokolwiek F. postanowi, nie przestanę jej kochać. Cokolwiek się wydarzy, należę do niej. Jeżeli nie teraz, to za miesiąc, za rok, za dziesięć lat… będziemy razem…