Upiję się na umór czerwienią twojej sukni
jak ciężkim winem którego krople
spadają na twoje stopy w sandałkach
i lśnią na palcach jak krople krwi
Oszołomię moje oczy linią twoich łydek
fantastyczną geometrią nienasyconych pragnień
doskonałym połączeniem smukłości kostki
ze strzelistością wpółukrytych ud
Zapomnę się na wieczność w zagłębieniu
pomiędzy twoimi piersiami lekko
lśniącym od potu – zdyszana w tańcu –
twoje oczy obiecują wniebowzięcie
