Rozpostarte między ścianami
echo twojego krzyku
aksamitnego jak skrzydła
ćmy – płomień świecy jej zgubą
i zbawieniem
Wpijam palce jak szpony
we wspomnienie poduszki
ostrożnie żeby
nie zadać ci więcej bólu
niż możesz znieść
za zamkniętymi drzwiami
inny świat inny czas
a tu sekundy lśnią
jak srebrne cekiny
na strzelistości twoich ud
